Tragiczny pożar w kurorcie narciarskim Crans-Montana w Szwajcarii pochłonął co najmniej 40 ofiar śmiertelnych, a 115 osób zostało rannych. Dzień po katastrofie rodziny zaginionych przeżywają koszmar, rozpaczliwie poszukując jakichkolwiek informacji o swoich bliskich. Służby policyjne w kantonie Valais potwierdziły, że proces identyfikacji ofiar będzie skomplikowany i potrwa kilka dni, wymagając pobrania próbek DNA od bliskich. Większość poszkodowanych to młodzi ludzie, którzy w noc sylwestrową witali Nowy Rok w barze Le Constellation.
W obliczu biurokratycznych procedur i opóźnień, zrozpaczeni rodzice zorganizowali własną akcję poszukiwawczą, wykorzystując media społecznościowe. Apelują o pomoc w odnalezieniu dzieci, publikując ich zdjęcia i dane kontaktowe. Sytuacja jest dramatyczna, ponieważ nie jest jasne, ilu dokładnie ludzi znajdowało się w dwukondygnacyjnym lokalu w chwili wybuchu ognia. Świadkowie szacowali, że w środku mogło być około 200 osób, choć bar mógł pomieścić nawet 400 gości.
Prawie 40 ofiar i 115 rannych. Dramat młodych ludzi
Tragedia wydarzyła się w barze Le Constellation w Crans-Montana, popularnym miejscu spotkań młodych ludzi. Oficjalny bilans to około 40 ofiar śmiertelnych, ale władze nie wykluczają, że liczba ta może wzrosnąć. W szpitalach w regionie przebywa 115 rannych, z czego stan 80 z nich jest określany jako krytyczny. Ta statystyka podkreśla skalę obrażeń, jakich doznały osoby uwięzione w płonącym lokalu.
Większość poszkodowanych to osoby poniżej 26. roku życia. Wśród ofiar i rannych potwierdzono obecność nie tylko obywateli Szwajcarii, ale także Włochów i Francuzów. Międzynarodowy charakter katastrofy sprawia, że służby konsularne pracują w trybie pilnym, próbując skontaktować się z rodzinami w całej Europie. Skala zniszczeń i traumy psychicznej jest ogromna, a personel medyczny pracuje na najwyższych obrotach.
Identyfikacja ofiar potrwa dni. Dlaczego potrzebne jest DNA?
Rzecznik szwajcarskiej policji z kantonu Valais poinformował, że ustalenie tożsamości zmarłych jest niezwykle trudne. Z powodu rozległych obrażeń i stanu zwłok, standardowe metody identyfikacji są nieskuteczne. Konieczne jest przeprowadzenie badań DNA, co wymaga pobrania próbek materiału genetycznego od bliskich krewnych. Procedura ta jest czasochłonna i może potrwać jeszcze kilka dni, co dodatkowo wydłuża niepewność rodzin.
Władze podkreślają, że dokładność jest priorytetem, aby uniknąć błędów w identyfikacji. Rodziny, które podejrzewają, że ich bliscy mogli znajdować się w barze, są proszone o zgłaszanie się do specjalnie powołanych centrów kryzysowych. Proces pobierania próbek DNA jest kluczowy w tej fazie śledztwa, stanowiąc jedyną wiarygodną metodę potwierdzenia tożsamości ofiar.
Rozpaczliwe poszukiwania Arthura i innych zaginionych
Wielu rodziców, nie mogąc czekać na oficjalne komunikaty, rozpoczęło własne, rozpaczliwe poszukiwania. Najbardziej wstrząsającym przykładem jest apel matki Arthura Brodard, urodzonego w 2009 roku. Kobieta opublikowała w mediach społecznościowych wiadomość: „Mój syn Arthur Brodard (…) jest jedną z ofiar pożaru w Crans-Montana. Nie wiemy, czy żyje i gdzie się znajduje. Jeśli macie informacje, w jakim szpitalu jest, proszę, dajcie znać!”.
Post ten, który zyskał już setki komentarzy i tysiące udostępnień, jest symbolem dramatu, jaki przeżywają dziesiątki rodzin. W tym celu utworzono tymczasowe konto na Instagramie, które publikuje zdjęcia zaginionych młodych osób, podając kontakty do ich bliskich. Administratorzy profilu zobowiązali się usunąć konto, gdy tylko wszyscy zaginieni zostaną odnalezieni. Ta spontaniczna akcja podkreśla, jak duża jest determinacja w walce o każdą informację.
Co było przyczyną pożaru? Łatwopalny sufit i fajerwerki
Władze szwajcarskie wstępnie zakładają, że przyczyną pożaru był nieszczęśliwy wypadek. Najbardziej prawdopodobna hipoteza, oparta na relacjach świadków i nagraniach, wskazuje na niekontrolowane użycie sztucznych ogni. Młodzi ludzie mieli trzymać w rękach butelki po szampanie z umieszczonymi w nich fajerwerkami, wznosząc je wysoko nad głowy.
Pojedyncze iskry miały wystarczyć, by zapalić łatwopalny sufit w piwnicy baru. Strop był pokryty matą wyciszającą dźwięki, wykonaną z tworzyw sztucznych. Eksperci wskazują, że ten materiał, choć skuteczny akustycznie, jest wysoce łatwopalny i mógł błyskawicznie stanąć w ogniu, odcinając drogi ewakuacji i uwalniając toksyczne opary. Szybkość rozprzestrzeniania się ognia była kluczowym czynnikiem tak wysokiego bilansu ofiar śmiertelnych.

