Prawdziwy wstrząs prawny dotknął parę, która po latach postanowiła sfinalizować podział majątku po rozwodzie. Sąd Rejonowy w Giżycku orzekł bowiem, że wyrok rozwodowy wydany wcześniej nie istnieje. Powodem tej bezprecedensowej decyzji był udział w składzie orzekającym tzw. neosędziego. Ta sytuacja, która destabilizuje podstawowe poczucie bezpieczeństwa prawnego, wywołała natychmiastową reakcję Ministerstwa Sprawiedliwości i ujawniła skalę kryzysu orzeczniczego w Polsce.
Jak wskazują eksperci, nie jest to odosobniony przypadek. Tysiące Polaków, których sprawy rodzinne lub majątkowe były rozstrzygane w latach 2018–2025, mogą stanąć przed podobnym zagrożeniem. Chaos prawny dotyka najwrażliwszych obszarów życia, podważając ważność dokumentów i orzeczeń, które dotychczas uznawano za prawomocne i ostateczne. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek podkreślił, że konieczne jest natychmiastowe uregulowanie statusu sędziów powołanych przez neo-KRS, aby zapobiec masowej destabilizacji.
Szok w Giżycku: Dlaczego wyrok rozwodowy został uznany za nieistniejący?
Kluczowe postanowienie, które wstrząsnęło parą z Giżycka, zapadło 12 stycznia w Sądzie Rejonowym. Jak potwierdził sędzia Adam Barczak, rzecznik Sądu Okręgowego w Olsztynie, sąd oddalił wniosek o podział majątku wspólnego. Uzasadnieniem było uznanie orzeczenia rozwodowego za „nieistniejące”.
Istota problemu leży w składzie sędziowskim, który pierwotnie orzekał o rozwodzie. Jeden z sędziów został powołany w procedurze, która jest kwestionowana przez część środowiska prawniczego i uznawana za wadliwą. Użycie terminu „wyrok nieistniejący” jest prawnie drastyczne, ponieważ oznacza, że skutki prawne rozwodu nigdy nie nastąpiły, co ma bezpośredni wpływ na stan cywilny i majątek stron.
W praktyce oznacza to, że para, która uważała się za rozwiedzioną i rozpoczęła nowe życie, technicznie wciąż pozostaje w związku małżeńskim. To stwarza ogromne ryzyko prawne w kontekście dziedziczenia, zobowiązań kredytowych oraz wszelkich transakcji majątkowych dokonanych po rzekomym rozwodzie.
Kryzys orzeczniczy: Skala problemu w sądach rodzinnych
Sprawa z Giżycka nie jest incydentem, ale symptomem szerszego kryzysu. W nieoficjalnych rozmowach sędziowie Sądu Najwyższego oraz sędziowie cywilni z regionu olsztyńskiego przyznają, że podobne postanowienia dotyczące spraw okołorozwodowych i rodzinnych są coraz częstsze. W Olsztynie ukształtowała się nawet linia orzecznicza uznająca wyroki z udziałem neosędziów w sprawach rodzinnych za nieistniejące.
Konsekwencje tego podejścia są dalekosiężne. Pełnomocnicy procesowi, chcąc chronić swoich klientów przed utratą bezpieczeństwa prawnego, zaczynają stosować ostrożne strategie. W wielu przypadkach radzą, by strony najpierw rozwiązywały kwestie związane z rozdzielnością majątkową, nie czekając na formalny wyrok rozwodowy, którego ważność może zostać podważona w przyszłości.
Brak stabilności orzeczeń dotyka nie tylko podziału majątku, ale także kwestii alimentów, opieki nad dziećmi czy ustalenia kontaktów. Wszelkie decyzje podjęte w tych sprawach są potencjalnie zagrożone unieważnieniem, co prowadzi do długotrwałego paraliżu życiowego obywateli.
Reakcja Ministerstwa Sprawiedliwości: Żurek ostrzega przed destabilizacją
Na doniesienia medialne natychmiast zareagował minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, który określił sytuację jako „coś bardzo niepokojącego”. We wpisie na platformie X (dawniej Twitter) podkreślił, że kryzys związany z wadliwymi powołaniami sędziowskimi w latach 2018–2025 wchodzi w najwrażliwsze obszary życia Polaków.
„Wadliwe powołania sędziowskie z lat 2018-2025 realnie destabilizują orzecznictwo, generują chaos w sądach i prowadzą do sytuacji, w których ludzie po latach nie wiedzą czy ich wyroki istnieją” – stwierdził Żurek. Jego zdaniem, ten problem narusza podstawowe poczucie bezpieczeństwa prawnego i wymaga pilnej interwencji państwa.
Minister stanowczo zaznaczył, że „obywatel nie może płacić ceny za bezprawie, które wyrządza mu państwo”. Kryzys dotyka tysięcy spraw, a brak jednoznacznej regulacji prowadzi do pogłębiania się chaosu w systemie sądownictwa.
Co to oznacza dla obywateli? Konieczność systemowych rozwiązań
Problem statusu neosędziów musi zostać rozwiązany systemowo. W przeciwnym razie, każda sprawa rozstrzygnięta z ich udziałem, zwłaszcza w newralgicznych obszarach prawa rodzinnego i cywilnego, pozostanie potencjalną bombą prawną.
Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiedziało, że kluczowe projekty ustaw mające na celu uporządkowanie statusu prawnego neosędziów trafią do Sejmu w najbliższym czasie. Obejmują one nowelizację ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa (KRS) oraz projekt tzw. ustawy praworządnościowej.
Głównym celem legislacyjnym jest usunięcie skutków decyzji neo-KRS i zagwarantowanie stabilności orzeczeń, szczególnie w sprawach życiowo istotnych dla obywateli. Do czasu uregulowania statusu prawnego, osoby, których sprawy rodzinne toczyły się po 2018 roku, powinny z najwyższą ostrożnością podchodzić do wszelkich orzeczeń, a w razie wątpliwości skonsultować się z doświadczonym pełnomocnikiem procesowym.

