Premier Izraela Benjamin Netanjahu oficjalnie zaakceptował zaproszenie Donalda Trumpa do dołączenia do nowo powołanej Rady Pokoju. Jest to kluczowy moment dla inicjatywy amerykańskiego prezydenta, która ma na celu zarządzanie stabilizacją w Strefie Gazy po zakończeniu działań wojennych. Decyzja Netanjahu, ogłoszona w środę, natychmiast wywołała silne reakcje na arenie międzynarodowej, podkreślając głębokie podziały co do przyszłości bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie.
Rada Pokoju, pomimo swojego formalnego celu w Gazie, została zaprojektowana jako globalne gremium z szerokim mandatem, mogącym rozszerzyć się na inne ogniska konfliktów. Chociaż Netanjahu wyraził poparcie dla projektu, inicjatywa wzbudza poważne kontrowersje, szczególnie wśród europejskich sojuszników. Francja i Norwegia już oficjalnie odrzuciły zaproszenia, kwestionując legalność i celowość tworzenia struktury poza istniejącym systemem Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ).
Dla Polski, która również otrzymała zaproszenie, decyzja Netanjahu stawia pod presją prezydenta Karola Nawrockiego. Warszawa musi teraz zważyć strategiczne korzyści płynące ze współpracy z USA a jednością z europejskimi partnerami, którzy krytykują projekt Trumpa.
Czym jest Rada Pokoju? Mandat poza Strefą Gazy
Rada Pokoju (Peace Council) to autorski projekt prezydenta USA Donalda Trumpa, który ma stanowić alternatywne, globalne forum ds. bezpieczeństwa. Głównym celem, zgodnie z oficjalnymi komunikatami, jest ustabilizowanie sytuacji w Strefie Gazy i wypracowanie mechanizmów jej powojennej administracji. Biuro Netanjahu potwierdziło, że premier Izraela widzi w Radzie potencjał do zarządzania strefą, co jest kluczowe z perspektywy bezpieczeństwa Izraela.
Jednak ambicje Trumpa wykraczają daleko poza konflikt izraelsko-palestyński. Rada ma mieć szeroki mandat, umożliwiający jej zajmowanie się walką z konfliktami w innych regionach świata. To właśnie ten szeroki zakres działania budzi największe obawy w Europie. Krytycy, w tym m.in. Finlandia i Francja, wskazują, że tworzenie równoległych struktur bezpieczeństwa może podważać autorytet i skuteczność Rady Bezpieczeństwa ONZ oraz Karty Narodów Zjednoczonych.
Zaproszenie do Rady otrzymało kilkudziesięciu światowych przywódców, co świadczy o próbie stworzenia przez Trumpa nowego, wpływowego bloku decyzyjnego, omijającego tradycyjne mechanizmy dyplomatyczne. Netanjahu, gratulując Trumpowi „niesamowitego pierwszego roku drugiej kadencji”, podkreślił bliskie relacje między oboma liderami, co ułatwiło szybką akceptację zaproszenia.
Kto przyjął, a kto odrzucił? Podziały na scenie międzynarodowej
Akceptacja Netanjahu jest największym dotychczasowym sukcesem Rady Pokoju, nadającym jej natychmiastową legitymację w kontekście bliskowschodnim. Jednocześnie, fala odmów ze strony kluczowych państw europejskich uwidacznia geopolityczny rozłam wokół tej inicjatywy. Oprócz Francji i Norwegii, które otwarcie zdystansowały się od projektu, inne państwa Unii Europejskiej pozostają sceptyczne lub wstrzymują się od komentarzy.
Lista zaproszonych jest zróżnicowana i obejmuje zarówno tradycyjnych sojuszników USA, jak i liderów z krajów postrzeganych jako rywale. Zaproszenia otrzymali m.in. prezydenci Rosji (Władimir Putin) i Ukrainy (Wołodymyr Zełenski), a także prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka oraz premier Kanady Mark Carney. Ten eklektyczny skład sugeruje, że Trump dąży do utworzenia pragmatycznego gremium, niezależnego od tradycyjnych sojuszy ideologicznych.
Odrzucenie zaproszenia przez Francję jest szczególnie istotne, ponieważ Paryż często pełni rolę adwokata multilateralizmu i obrońcy struktur ONZ. Ich odmowa wysyła jasny sygnał, że część Europy nie zamierza popierać inicjatyw, które mogą destabilizować globalny porządek prawny ustanowiony po II wojnie światowej.
Polska pod presją. Jaka będzie decyzja prezydenta Nawrockiego?
Wśród zaproszonych liderów znajduje się również prezydent Polski Karol Nawrocki. W przeciwieństwie do Francji czy Norwegii, Warszawa nie podjęła jeszcze ostatecznej decyzji. Wtorkowa wypowiedź Marcina Przydacza, szefa prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej, w Porannej rozmowie w RMF FM, potwierdziła, że polskie władze analizują propozycję.
Dla Polski, kwestia dołączenia do Rady Pokoju jest dyplomatycznym testem. Z jednej strony, bliskie relacje z administracją USA są priorytetem, szczególnie w kontekście bezpieczeństwa wschodniej flanki NATO. Akceptacja zaproszenia mogłaby umocnić pozycję Polski jako kluczowego sojusznika Waszyngtonu. Z drugiej strony, dołączenie do kontrowersyjnej Rady, bojkotowanej przez wpływowe państwa UE, grozi osłabieniem pozycji Polski w Unii Europejskiej i naruszeniem spójności europejskiej polityki zagranicznej.
Decyzja prezydenta Nawrockiego będzie miała długofalowe konsekwencje, sygnalizując, czy Polska stawia na wzmocnienie bloku transatlantyckiego w nowej, nieformalnej strukturze, czy też priorytetem pozostaje współpraca w ramach tradycyjnych instytucji międzynarodowych i utrzymanie dobrych relacji z Paryżem i Berlinem.
Eksperci podkreślają, że ostateczna decyzja Warszawy będzie zależała od szczegółów mandatu Rady i tego, jak bardzo będzie ona ingerować w kompetencje ONZ. W obliczu rosnącej globalnej niestabilności, konieczność posiadania konkretnych narzędzi zarządzania kryzysowego jest jasna, jednak ich forma pozostaje przedmiotem gorącego sporu.

