Zapowiadany od miesięcy, a nawet lat, zakaz używania telefonów komórkowych przez uczniów w placówkach oświatowych ponownie się opóźnia. Choć pierwotnie politycy deklarowali, że nowe regulacje zaczną obowiązywać już we wrześniu 2025 roku, w styczniu 2026 roku nadal nie ma gotowej ustawy. Rodzice, nauczyciele i dyrektorzy szkół muszą uzbroić się w cierpliwość. Ministerstwo Edukacji Narodowej (MEN) ogłosiło nowy, oficjalny termin: 1 września 2026 roku.
Opóźnienie wynika z fundamentalnego sporu o to, czy zakaz powinien być narzucony odgórnie, czy też powinien pozostać w gestii autonomii poszczególnych placówek. Podczas gdy większość państw europejskich wprowadza twarde, ogólnokrajowe regulacje, polski resort edukacji stawia na pragmatyzm i rolę statutów szkolnych. Ten kompromis, choć ma na celu uniknięcie konfliktów ze społecznością szkolną, budzi obawy części nauczycieli, którzy woleliby mieć silne umocowanie prawne, chroniące ich przed ewentualnymi sporami sądowymi z rodzicami.
Wprowadzenie nowych przepisów ma nastąpić w ramach nowelizacji Prawa oświatowego, która ma także zwiększyć kompetencje szkół w zakresie tworzenia wewnętrznych regulaminów. Zmiana dotyczy przede wszystkim uczniów szkół podstawowych, choć i szkoły ponadpodstawowe będą mogły łatwiej wprowadzać analogiczne ograniczenia. Oznacza to, że rok szkolny 2025/2026 upłynie pod znakiem obecnych, niejednolitych zasad, a faktyczne zmiany wejdą w życie dopiero za ponad półtora roku od pierwotnie zapowiadanego terminu.
Europa zakazuje, Polska debatuje. Jak wygląda sytuacja za granicą?
Polska pozostaje w tyle za trendem, który od kilku lat obserwujemy w Europie. Coraz więcej państw decyduje się na wprowadzenie odgórnych, ścisłych zakazów używania smartfonów na terenie szkół, argumentując to potrzebą poprawy koncentracji, dyscypliny oraz walki z cyberprzemocą.
Przykładowo, we Francji zakaz ten obowiązuje już od kilku lat. Włochy, idąc w ślady innych państw, wprowadziły całkowity zakaz używania smartfonów od roku szkolnego 2025/2026, obejmujący nie tylko szkoły podstawowe, ale także licea i technika. Podobne regulacje obowiązują lub są w trakcie wprowadzania w Holandii, Hiszpanii, Grecji, Portugalii i państwach bałtyckich.
W Polsce, choć w czerwcu 2025 roku pojawił się poselski projekt nowelizacji Prawa oświatowego zakładający całkowity zakaz dla szkół podstawowych, proces legislacyjny utknął. Wiceminister edukacji Katarzyna Lubnauer zapowiadała szybkie procedowanie, jednak projekt nie trafił do Sejmu w zakładanym lipcu 2025 roku. Obecne opóźnienie, ogłoszone przez minister Barbarę Nowacką, jest tłumaczone koniecznością lepszego przygotowania gruntu prawnego oraz zwiększenia autonomii dyrektorów, zamiast narzucania sztywnych ram.
MEN stawia na autonomię. Dlaczego przepisy się opóźniają?
Kluczowym argumentem Ministerstwa Edukacji Narodowej (MEN) za opóźnieniem i liberalniejszym podejściem jest założenie, że zakaz przyjęty w ramach społeczności szkolnej po prostu lepiej się sprawdzi niż nakaz narzucony odgórnie. Resort obawia się, że sztywna regulacja mogłaby spotkać się z oporem rodziców i zaszkodzić placówkom, które aktywnie wykorzystują nowoczesne technologie w procesie dydaktycznym.
Minister Nowacka podkreśla, że sytuacja w polskich szkołach nie jest jednolita. Badanie fundacji GrowSpace z 2025 roku wskazuje, że już teraz 51,59 proc. polskich szkół wprowadziło pewne ograniczenia dotyczące korzystania z telefonów komórkowych na swoim terenie. W niektórych województwach, jak lubuskie czy świętokrzyskie, odsetek ten sięga nawet 70–80 proc. To pokazuje, że wiele placówek już działa proaktywnie.
Jednocześnie, MEN bierze pod uwagę specyfikę szkół ponadpodstawowych, takich jak technika czy licea. W tych placówkach smartfony i tablety często służą jako narzędzia edukacyjne, wspierające naukę programowania, sztucznej inteligencji czy korzystanie z zaawansowanych aplikacji. Całkowity zakaz mógłby sparaliżować proces dydaktyczny w tych specyficznych przypadkach, dlatego projekt ustawy ma dać dyrektorom większą swobodę w zakresie wprowadzania ograniczeń.
Spór o odpowiedzialność. Nauczyciele potrzebują wsparcia prawnego
Choć autonomia szkół brzmi dobrze w teorii, w praktyce wielu dyrektorów i nauczycieli obawia się samodzielnego podejmowania restrykcyjnych decyzji. Do Instytutu Spraw Obywatelskich regularnie zgłaszają się pedagodzy, którzy pytają, co zrobić w sytuacji, gdy rodzic grozi szkole pozwem sądowym w odpowiedzi na wprowadzenie zakazu smartfonów.
Brak silnego umocowania ustawowego sprawia, że placówki unikają radykalnych kroków, aby nie wchodzić w konflikt z rodzicami, co prowadzi do utrzymania się status quo. Nauczyciele woleliby, aby to rząd zdjął z nich ciężar odpowiedzialności za kontrowersyjne, choć konieczne, decyzje.
Swoje zastrzeżenia do poselskiego projektu zgłosiła również Rzeczniczka Praw Dziecka, Monika Horna-Cieślak. RPD argumentuje, że odgórne zakazy nie uczą odpowiedzialności i często prowadzą do prób ich obchodzenia. Rzeczniczka wskazała także na grupę uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi (SPE), dla których smartfony są niezbędnym narzędziem wspierającym funkcjonowanie – od aplikacji zdrowotnych, przez komunikację alternatywną, po organizację dnia. Wprowadzenie bezwzględnego zakazu bez uwzględnienia tych wyjątków mogłoby prowadzić do dyskryminacji i wykluczenia.
Badania: Gdzie leży prawdziwy problem z ekranami?
Debata o zakazie w szkołach często przesłania fakt, że rzeczywisty problem nadmiernego korzystania z ekranów leży poza murami placówek. Dane z raportu instytutu NASK pokazują, że polski nastolatek spędza w internecie niemal 5 godzin dziennie, wykorzystując do tego głównie telefon komórkowy. Jednak badanie „Internet dzieci” z 2025 roku dostarcza kluczowej informacji: liczba dzieci poniżej 13 roku życia korzystających ze smartfonów wyraźnie spada w czasie pobytu w szkole, by ponownie drastycznie wzrosnąć po powrocie do domu.
Minister Nowacka wprost przyznaje, że nadmierne korzystanie z telefonów to przede wszystkim kwestia rodzinna, a nie szkolna. To na rodzicach spoczywa największe wyzwanie związane z zarządzaniem czasem ekranowym dzieci. Szkoła jest jedynie jednym z elementów systemu, który może pomóc w walce z uzależnieniem od technologii.
Mimo tych danych, Polacy są zdecydowanie za regulacją. Sondaż CBOS z 2025 roku pokazał, że 73 proc. respondentów popiera zakaz korzystania ze smartfonów przez uczniów. Co więcej, 71 proc. oczekuje, że rząd wprowadzi jednolite, ogólnokrajowe regulacje. Opór jest jednak silny wśród najmłodszych: zaledwie 13 proc. osób w wieku 18–29 lat popiera takie ograniczenia, postrzegając je jako próbę odseparowania od rówieśników i świata wirtualnego.
Co czeka szkoły i rodziców od września 2026 roku?
Jeśli resort edukacji dotrzyma nowego terminu, 1 września 2026 roku wejdą w życie przepisy dające szkołom podstawowym silniejsze narzędzia do regulowania kwestii smartfonów. Należy jednak pamiętać, że nie będzie to odgórny, bezwzględny nakaz, lecz prawne umocowanie do wprowadzenia zakazu.
Co to oznacza w praktyce?
- Szkoły podstawowe: Będą miały jasną podstawę prawną do wprowadzenia pełnego zakazu używania urządzeń mobilnych. Każda placówka sama zdecyduje, czy i w jakim zakresie wprowadzi ograniczenia, uwzględniając wyjątki (np. potrzeby zdrowotne czy edukacyjne).
- Szkoły ponadpodstawowe: Dyrektorzy będą mieli możliwość, ale nie obowiązek, wprowadzenia zakazów. W liceach i technikach sytuacja może więc pozostać bez większych zmian.
- Terminy: Szkoły będą miały 3 miesiące od wejścia w życie przepisów (tj. do końca listopada 2026 roku) na dostosowanie swoich statutów i regulaminów wewnętrznych do nowych wymogów prawnych.
Opóźnienie daje szkołom i rodzicom dodatkowy czas na przygotowanie się do zmian, ale jednocześnie przedłuża stan niepewności. Choć rząd stawia na autonomię, oczekiwania społeczne i europejskie trendy wskazują, że bez jasnych, ogólnokrajowych wytycznych, chaos regulacyjny w polskich szkołach może trwać jeszcze długo.

