Prokuratura Regionalna w Warszawie postawiła Robertowi Bąkiewiczowi, znanemu działaczowi politycznemu, trzy poważne zarzuty w związku z jego wystąpieniem publicznym na wiecu przeciwko paktowi migracyjnemu, który odbył się w październiku na Placu Zamkowym. Śledczy uznali, że użyta przez niego retoryka wykracza poza ramy dopuszczalnej krytyki politycznej, kwalifikując ją jako przestępstwo. Najpoważniejszy z zarzutów dotyczy publicznego nawoływania do popełnienia zbrodni.
Sprawa koncentruje się wokół kontrowersyjnych sformułowań, które w ocenie prokuratury wprost odnosiły się do przemocowego usunięcia konstytucyjnych organów państwa. Bąkiewicz, który podczas przesłuchania nie przyznał się do winy, musi liczyć się z poważnymi konsekwencjami prawnymi. Jeśli zarzuty zostaną udowodnione przed sądem, grozi mu kara pozbawienia wolności do lat trzech. Jest to precedensowa sytuacja w polskiej polityce, wyznaczająca granice dopuszczalnego języka w debacie publicznej.
Kwalifikacja czynów została oparta na trzech kluczowych artykułach Kodeksu karnego, dotyczących nawoływania do zbrodni, znieważenia premiera oraz siania nienawiści narodowościowej. Ta wielowątkowa sprawa podkreśla determinację organów ścigania do reagowania na mowę nienawiści i groźby skierowane pod adresem najwyższych urzędników państwowych.
Nawoływanie do zbrodni. Metaforyka „napalmu” i „chwastów”
Najcięższy zarzut postawiony Robertowi Bąkiewiczowi opiera się na Art. 255 § 2 Kodeksu karnego, który dotyczy publicznego nawoływania do popełnienia zbrodni. Prokuratura uznała, że metaforyka użyta przez działacza podczas wiecu była bezpośrednim wezwaniem do przemocy, w tym pozbawienia życia, skierowanym przeciwko Prezesowi Rady Ministrów Donaldowi Tuskowi oraz osobom z nim współpracującym. W kontekście prawnym, zbrodnią jest czyn zagrożony karą pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 3 lata.
Śledczy zwrócili szczególną uwagę na sformułowania o „wyrywaniu chwastów” i „użyciu napalmu” na Placu Zamkowym. Według prokuratury, takie zwroty w kontekście politycznym i w połączeniu z wizualnymi elementami wiecu (np. osoby trzymające symboliczne kosy) wprost kojarzą się z masową eksterminacją i działaniami przemocowymi mającymi na celu siłowe usunięcie konstytucyjnych organów Rzeczypospolitej Polskiej. Prokuratura podkreśla, że w państwie prawa, nawet najbardziej ostra krytyka polityczna nie może przekształcać się w publiczne groźby i podżeganie do zbrodni.
Praktyczne implikacje tego zarzutu są bardzo poważne. Oznacza to, że prokuratura nie traktuje tych słów jako luźnych metafor, ale jako realne i publiczne podżeganie do czynów karalnych. Udowodnienie tego czynu wymaga wykazania, że wypowiedź miała zdolność wywołania u odbiorców zamiaru popełnienia przestępstwa lub wzbudzenia chęci do działania w kierunku przemocowego rozwiązania konfliktu politycznego. Jest to kluczowy element, który będzie rozstrzygał sąd, analizując zarówno treść, jak i kontekst wystąpienia.
Znieważenie premiera i sianie nienawiści narodowościowej
Dwa pozostałe zarzuty dotyczą naruszenia godności konstytucyjnych organów państwa oraz szerzenia nienawiści na tle różnic narodowościowych. Drugi filar oskarżenia opiera się na Art. 226 § 3 Kodeksu karnego, który penalizuje znieważenie lub poniżenie konstytucyjnego organu Rzeczypospolitej Polskiej. W tym przypadku chodzi o publiczne znieważenie Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska.
Prokuratura wskazała, że użycie przez Bąkiewicza określeń takich jak „zdrajca”, „niemiecki pachołek” czy „tchórz” miało na celu nie tylko znieważenie osobiste, ale również narażenie premiera na utratę zaufania publicznego, co jest niezbędne do pełnienia tak wysokiej funkcji państwowej. W polskim systemie prawnym ochrona organów konstytucyjnych ma na celu zapewnienie stabilności i szacunku dla instytucji państwowych, niezależnie od bieżących sporów politycznych.
Trzeci zarzut dotyczy natomiast Art. 256 § 1 Kodeksu karnego, czyli publicznego propagowania ustrojów totalitarnych lub nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo z powodu bezwyznaniowości. Śledczy uznali, że wypowiedzi Bąkiewicza celowo budowały i nasilały wrogość wobec imigrantów oraz osób narodowości niemieckiej. W ocenie prokuratury, takie działania są surowo zabronione w demokratycznym państwie prawa, które musi chronić mniejszości i przeciwdziałać dyskryminacji.
Dalsze kroki prawne i linia obrony oskarżonego
Robert Bąkiewicz, stając przed Prokuraturą Regionalną w Warszawie, skorzystał z przysługującego mu prawa do odmowy złożenia wyjaśnień, ograniczając się jedynie do krótkiego oświadczenia, w którym nie przyznał się do żadnego z zarzucanych mu czynów. Oznacza to, że sprawa najprawdopodobniej trafi na drogę sądową, gdzie prokuratura będzie musiała przedstawić niezbite dowody na kwalifikację prawną słów działacza.
Dla czytelnika ważne jest zrozumienie, że postawienie zarzutów jest formalnym etapem śledztwa, ale ostateczne orzeczenie o winie należy do niezawisłego sądu. W toku procesu obrona Bąkiewicza z pewnością będzie argumentować, że użyte sformułowania były jedynie ostrą, choć dopuszczalną, formą krytyki politycznej, a metafory miały charakter symboliczny, a nie dosłowne nawoływanie do przestępstwa.
Niezależnie od linii obrony, sprawa ta ma kluczowe znaczenie dla wyznaczenia granic wolności słowa w Polsce. W dobie rosnącej polaryzacji politycznej, organy ścigania coraz częściej monitorują publiczne wypowiedzi, zwłaszcza te, które mogą być interpretowane jako groźby lub podżeganie do nienawiści. Maksymalna kara 3 lat pozbawienia wolności, choć dotyczy najpoważniejszego zarzutu, podkreśla wagę, jaką prawo przywiązuje do ochrony życia, bezpieczeństwa i godności konstytucyjnych organów państwa.
Podsumowanie dla czytelnika:
- Prokuratura postawiła Robertowi Bąkiewiczowi trzy zarzuty: nawoływanie do zbrodni (Art. 255 § 2 KK), znieważenie premiera (Art. 226 § 3 KK) oraz sianie nienawiści narodowościowej (Art. 256 § 1 KK).
- Kluczowe dowody to słowa o „wyrywaniu chwastów” i „użyciu napalmu”, które prokuratura interpretuje jako wezwanie do przemocy wobec konstytucyjnych organów państwa.
- Politykowi grozi do 3 lat więzienia.
- Bąkiewicz nie przyznaje się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Sprawa będzie rozstrzygana przez sąd.

