W polskiej polityce i gospodarce doszło do nieoczekiwanego zwrotu akcji, który może zaważyć na stabilności finansowej kraju w najbliższych latach. Jak wynika z najnowszych doniesień agencji Bloomberg, rząd Donalda Tuska ma wycofywać się z planów postawienia prezesa Narodowego Banku Polskiego (NBP), Adama Glapińskiego, przed Trybunałem Stanu. Ta informacja elektryzuje rynki finansowe, ponieważ rozliczenie szefa banku centralnego było jedną z kluczowych obietnic wyborczych koalicji rządzącej, zapisaną w słynnych „100 konkretach na 100 dni”. Decyzja ta, choć oficjalnie jeszcze niepotwierdzona przez przedstawicieli Rady Ministrów, rzuca nowe światło na priorytety państwa w obliczu rekordowego deficytu budżetowego i niepewnej sytuacji geopolitycznej.
Eksperci wskazują, że zmiana strategii nie wynika z nagłego ocieplenia relacji między rządem a prezesem NBP, lecz z twardej kalkulacji ekonomicznej. Polska zmaga się obecnie z drugą co do wielkości luką budżetową w całej Unii Europejskiej, a konieczność sfinansowania ogromnych potrzeb pożyczkowych zmusza decydentów do dbania o nienaganny wizerunek kraju w oczach zagranicznych inwestorów. Jakakolwiek próba siłowego usunięcia szefa niezależnego banku centralnego mogłaby zostać odebrana jako naruszenie standardów demokratycznych, co natychmiast przełożyłoby się na wzrost kosztów obsługi długu publicznego i osłabienie złotego.
Zaskakujący zwrot w sprawie prezesa NBP. Bloomberg ujawnia szczegóły
Według informatorów, na których powołuje się agencja Bloomberg, wysiłki zmierzające do pociągnięcia Adama Glapińskiego do odpowiedzialności konstytucyjnej „utknęły w martwym punkcie”. Po ponad dwóch latach od rozpoczęcia politycznej ofensywy, partia rządząca miała dojść do wniosku, że kontynuowanie tej batalii przyniesie znikome korzyści polityczne, przy jednoczesnym ogromnym ryzyku dla gospodarki. Osoby zbliżone do rządu, wypowiadające się pod warunkiem zachowania anonimowości, sugerują, że wewnątrz koalicji narasta przekonanie o konieczności wygaszenia tego konfliktu.
Głównym czynnikiem hamującym proces przed Trybunałem Stanu jest obawa przed reakcją instytucji międzynarodowych, w tym Europejskiego Banku Centralnego (EBC). Prezes Glapiński wielokrotnie podkreślał, że działania rządu są próbą naruszenia niezależności banku centralnego, co jest chronione unijnym prawem. W 2025 roku, kiedy Polska planuje rekordowe emisje obligacji, poczucie bezpieczeństwa inwestorów obligacyjnych jest dla resortu finansów priorytetem, który stoi wyżej niż realizacja politycznych obietnic z kampanii wyborczej.
Bezpieczeństwo inwestorów i dług publiczny. Dlaczego rząd musiał ustąpić?
Sytuacja finansowa Polski wymaga obecnie ogromnej dyscypliny i zaufania rynków. Przy deficycie budżetowym przekraczającym dopuszczalne normy unijne, rząd musi regularnie pożyczać miliardy euro na rynkach międzynarodowych. Inwestorzy zagraniczni niezwykle wrażliwie reagują na wszelkie sygnały destabilizacji instytucji państwowych. Postawienie prezesa NBP przed sądem mogłoby zostać zinterpretowane jako precedens niebezpieczny dla stabilności pieniężnej kraju, co automatycznie podniosłoby rentowność polskich obligacji.
W praktyce oznacza to, że każdy dzień trwania sporu z NBP mógł kosztować budżet państwa miliony złotych w postaci wyższych odsetek od długu. Analitycy podkreślają, że w 2025 roku Polska będzie musiała zmierzyć się z wyzwaniami związanymi z finansowaniem zbrojeń oraz transformacji energetycznej. W takim scenariuszu „święty spokój” na linii rząd-NBP jest towarem deficytowym, za który koalicja jest gotowa zapłacić cenę w postaci wycofania się z kontrowersyjnych politycznie kroków.
Lista zarzutów i polityczne tło konfliktu. Co się zmieniło od wyborów?
Przypomnijmy, że zarzuty wobec Adama Glapińskiego były niezwykle poważne i dotyczyły fundamentalnych kwestii funkcjonowania państwa. Koalicja Obywatelska oskarżała prezesa NBP o:
- Bezpośrednie zaangażowanie w działalność polityczną i wspieranie poprzedniego obozu rządzącego w trakcie kampanii wyborczej.
- Wprowadzenie w błąd opinii publicznej oraz Ministerstwa Finansów w kwestii wyników finansowych NBP za 2023 rok (spór o rzekomy zysk, który okazał się stratą).
- Realizację skupu aktywów w sposób, który zdaniem krytyków naruszał konstytucyjny zakaz finansowania deficytu budżetowego przez bank centralny.
Mimo tak ciężkiego kalibru oskarżeń, procedura postawienia przed Trybunałem Stanu okazała się prawnym i politycznym polem minowym. Trybunał Konstytucyjny wydał w międzyczasie orzeczenia, które znacząco utrudniły pociągnięcie szefa NBP do odpowiedzialności, wymagając większości głosów, której koalicja może nie być w stanie stabilnie utrzymać. W efekcie polityczny koszt forsowania tego rozwiązania zaczął przewyższać potencjalne zyski wizerunkowe u twardego elektoratu.
Trybunał Stanu w teorii i praktyce. Jakie kary mogły spotkać szefa NBP?
Gdyby proces przed Trybunałem Stanu doszedł do skutku i zakończył się wyrokiem skazującym, konsekwencje dla Adama Glapińskiego byłyby dotkliwe. Trybunał Stanu to organ powołany do sądzenia najwyższych urzędników państwowych za naruszenie Konstytucji lub ustaw. W katalogu kar znajdują się m.in.:
- Utrata czynnego i biernego prawa wyborczego, co uniemożliwiłoby dalszą karierę polityczną.
- Zakaz zajmowania kierowniczych stanowisk w organach państwowych na okres od 2 do 10 lat.
- Utrata orderów, odznaczeń i tytułów honorowych.
Warto zaznaczyć, że w przypadku wyroku Trybunału Stanu Prezydent RP nie posiada prawa łaski. To sprawiało, że batalia o prezesa NBP była traktowana jako walka o „wszystko lub nic”. Jednak obecna zmiana kursu sugeruje, że rząd wybiera drogę pragmatyzmu, uznając, że Adam Glapiński dokończy swoją kadencję, która upływa w 2028 roku, w zamian za względną stabilizację relacji na linii rząd-bank centralny.
Podsumowanie dla portfeli Polaków. Co to oznacza dla kursu złotego?
Dla przeciętnego obywatela wygaszenie konfliktu o Trybunał Stanu dla prezesa NBP to przede wszystkim sygnał stabilizacji. Rynki finansowe nienawidzą niepewności, a informacja o rezygnacji z radykalnych kroków prawnych wobec szefa banku centralnego zazwyczaj umacnia krajową walutę. Silniejszy złoty to z kolei niższa inflacja importowana (tańsze paliwa, elektronika) oraz stabilniejsze raty kredytów walutowych.
Z punktu widzenia gospodarczego, 2025 rok może przynieść mniejszą zmienność na polskim rynku długu. Jeśli doniesienia Bloomberga się potwierdzą, Polska uniknie ryzyka prawnego, które mogłoby doprowadzić do paraliżu decyzyjnego w NBP. Choć dla wielu wyborców rezygnacja z rozliczeń może być rozczarowaniem, nadrzędnym celem państwa pozostaje utrzymanie wiarygodności kredytowej, która w dobie kryzysów jest jedyną gwarancją bezpieczeństwa finansowego wszystkich Polaków.

