98. gala rozdania Oscarów, choć w założeniu miała być świętem kina, szybko zamieniła się w arenę manifestacji politycznych. Choć organizatorzy starali się zachować powściągliwość, największe gwiazdy Hollywood postanowiły wykorzystać czas antenowy do zwrócenia uwagi na globalne konflikty, sytuację w USA oraz personalne przytyki w stronę Donalda Trumpa. Od żartów z byłego prezydenta po dramatyczne apele o pokój – tegoroczna ceremonia na długo zapadnie w pamięć nie tylko fanom filmu, ale i obserwatorom sceny politycznej.
Jimmy Kimmel uderza w Trumpa i wyśmiewa dokument o Melanii
Jimmy Kimmel, znany z ciętego języka showman, ponownie stał się głównym głosem sumienia ceremonii. Podczas prezentacji dokumentów nie omieszkał wbić szpili Donaldowi Trumpowi. W swoim stylu nawiązał do filmu dokumentalnego o Melanii Trump, sugerując, że były prezydent z pewnością poczuje się dotknięty faktem, iż produkcja o jego żonie nie zdobyła nominacji.
Kimmel nie ograniczył się jednak tylko do żartów z rodziny Trumpów. Wykorzystał moment, by przypomnieć o trudnej sytuacji twórców kina dokumentalnego w reżimach autorytarnych. Mówiąc o odwadze, z ironią wspomniał o krajach, które nie szanują wolności słowa, wskazując na Koreę Północną, co było wyraźnym sygnałem dla środowisk politycznych tłumiących prawdę.
„Zamiast gwiazd spadają bomby”. Mocne przesłanie laureatów
Najbardziej poruszające momenty wieczoru nadeszły wraz z przyznaniem nagrody dla dokumentu „Pan Nikt kontra Putin”. Reżyser David Borenstein oraz bohater filmu, Pavel Talankin, wykorzystali swoje wystąpienie do przypomnienia o brutalnej rzeczywistości trwających konfliktów zbrojnych.
Talankin w przejmujących słowach opisał kontrast między marzeniami o lepszej przyszłości a brutalnością działań wojennych: „Od czterech lat spoglądamy w niebo w poszukiwaniu spadających gwiazd. Są jednak kraje, w których zamiast nich spadają bomby i drony”. Apel o natychmiastowe powstrzymanie wojen w imię przyszłości dzieci spotkał się z ogromnym odzewem w Dolby Theatre, stając się jednym z najważniejszych punktów gali.
Javier Bardem i Joachim Trier: Głos przeciwko przemocy
Wątek wojenny kontynuował Javier Bardem, który otwarcie sprzeciwił się rozlewowi krwi, wyrażając wsparcie dla wolnej Palestyny. Aktor nie tylko użył słów, ale i symboli – przypinki na jego marynarce były czytelnym komunikatem politycznym.
Podobną postawę przyjął reżyser Joachim Trier. Nawiązując do słów Jamesa Baldwina o odpowiedzialności dorosłych za każde dziecko, wystosował bezpośredni apel do wyborców: „Przestańmy głosować na polityków, którzy nie biorą tego pod uwagę”. To wezwanie do odpowiedzialności przy urnach było wyraźną sugestią, że świat filmu nie chce być tylko biernym obserwatorem globalnych tragedii.
Polski akcent i symbolika Artists4Ceasefire
Na czerwonym dywanie nie zabrakło również polskich akcentów. Polska kostiumografka Małgorzata Turzańska pojawiła się z przypinką wymierzoną w działalność amerykańskiej służby imigracyjnej (ICE), co wpisało się w szerszy nurt krytyki wewnętrznej polityki USA.
Warto zauważyć, że wielu twórców zdecydowało się na noszenie przypinek z białym gołębiem. To oficjalny symbol grupy **Artists4Ceasefire**, zrzeszającej ponad 500 artystów wzywających do trwałego zawieszenia broni w Palestynie. Ta masowa manifestacja pokazuje, że Hollywood w 2025 roku przestało być miejscem oderwanym od rzeczywistości, stając się platformą do wyrażania sprzeciwu wobec niesprawiedliwości, zarówno tej lokalnej, jak i globalnej. Gala udowodniła, że w dzisiejszych czasach milczenie jest dla gwiazd coraz trudniejsze do zaakceptowania.

