Prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump, wywołał falę komentarzy po tym, jak na swoim profilu w serwisie Truth Social udostępnił grafikę przedstawiającą go w roli Jezusa Chrystusa uzdrawiającego chorego. Publikacja ta zbiegła się w czasie z niezwykle ostrą retoryką prezydenta wobec głowy Kościoła katolickiego, papieża Leona XIV, co wywołało debatę na temat granic wykorzystywania symboliki religijnej w amerykańskiej polityce. Materiał, który trafił do sieci bez żadnego opisu, stał się symbolem rosnącej polaryzacji wokół postaci 47. prezydenta USA.
Symbolika grafiki: AI w służbie wizerunku politycznego
Na udostępnionym obrazie Donald Trump został przedstawiony w białej szacie i czerwonym płaszczu, kładąc dłoń na czole cierpiącego mężczyzny. Z jego rąk wydobywają się świetliste promienie, co ma sugerować akt cudownego uzdrowienia. W tle artysta – najprawdopodobniej posługujący się narzędziami sztucznej inteligencji – umieścił symbole amerykańskiej tożsamości: Statuę Wolności, Mauzoleum Lincolna oraz orły i żołnierzy-aniołów. Grafikę pierwotnie opublikował Nick Adams, publicysta i specjalny wysłannik ds. amerykańskich wartości, opatrując ją komentarzem: „Ameryka od dawna jest chora. Prezydent Trump uzdrawia ten kraj”.
Kontekst ataku na papieża Leona XIV
Publikacja grafiki nie jest przypadkowa – pojawiła się zaledwie godzinę po tym, jak Donald Trump publicznie zaatakował papieża Leona XIV. Prezydent USA określił głowę Kościoła mianem osoby „słabej w kwestii przestępczości”. Co więcej, Trump zasugerował, że papież powinien być mu osobiście wdzięczny za swoje stanowisko, twierdząc, że wybór Leona XIV na tron piotrowy był możliwy tylko dzięki politycznemu klimatowi stworzonemu przez jego administrację. To otwarta konfrontacja na linii Waszyngton–Watykan, która budzi zaniepokojenie wśród konserwatywnych wyborców katolickich.
Religia jako narzędzie politycznej narracji
Wykorzystanie motywów religijnych nie jest dla Donalda Trumpa nowością. Prezydent wielokrotnie podkreślał w swoich wystąpieniach, że „Bóg jest z niego dumny” i przypisywał sobie rolę obrońcy wiary. W ostatnich tygodniach, w obliczu napięć na Bliskim Wschodzie, Trump zaczął regularnie używać zwrotów takich jak „chwała Bogu” czy „chwała Allahowi”, sugerując, że amerykańskie działania militarne i dyplomatyczne cieszą się boskim wsparciem. Strategia ta ma na celu konsolidację bazy wyborczej, szczególnie wśród ewangelikałów.
Paralele między prezydentem a Chrystusem
Wizerunek „zbawcy” wpisuje się w szerszy nurt narracyjny promowany przez otoczenie Trumpa. Paula White-Cain, wieloletnia doradczyni duchowa prezydenta, podczas niedawnego spotkania z grupami ewangelikalnymi otwarcie porównała losy Donalda Trumpa do męki Jezusa Chrystusa. W jej opinii obaj zostali „zdradzeni, aresztowani i fałszywie oskarżeni”. Choć dla wielu krytyków takie porównania są formą nadużycia, dla części zwolenników Trumpa stają się one fundamentem interpretacji jego prezydentury jako misji wyższego rzędu.
Co to oznacza dla wyborców? Publikacja grafiki jest jasnym sygnałem, że w nadchodzących miesiącach kampania będzie coraz mocniej przesuwać się w stronę retoryki mesjanistycznej. Dla obserwatorów sceny politycznej oznacza to, że debata publiczna będzie jeszcze bardziej spolaryzowana, a granica między sferą sacrum a walką o głosy wyborcze ulegnie dalszemu zatarciu.

