Oświadczenie ambasadora Stanów Zjednoczonych Thomasa Rose’a, który zerwał kontakty dyplomatyczne z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym, wywołało bezprecedensowy kryzys w relacjach polsko-amerykańskich. Dorota Łoboda, posłanka i rzeczniczka klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej, nazwała tę sytuację wprost „polityczną awanturą”, podkreślając jej absurdalny i niespotykany charakter w historii dyplomacji.
W ocenie posłanki, ambasador Rose najprawdopodobniej podjął decyzję samodzielnie, „wychodząc przed szereg”, bez formalnego zielonego światła ze strony Waszyngtonu. Łoboda stanowczo broniła marszałka Czarzastego, który skrytykował Donalda Trumpa za kontrowersyjne słowa dotyczące sojuszników w Afganistanie. Według KO, Czarzasty stanął w obronie polskich żołnierzy i ich rodzin, a jego reakcja była uzasadniona wobec obraźliwych wypowiedzi amerykańskiego polityka.
Sytuacja ta stawia pod znakiem zapytania zasady partnerstwa. Premier Donald Tusk jasno określił, że sojusznictwo nie polega na pouczaniu jednego kraju przez drugi. Oczekuje się, że napięcie zostanie szybko zażegnane, jednak incydent ten już teraz jest analizowany jako najpoważniejsze dyplomatyczne zawirowanie ostatnich lat między sojusznikami.
Dyplomatyczny kryzys: Czy ambasador działał na własną rękę?
Kluczowe pytanie, jakie stawia polska strona, dotyczy autoryzacji działań Thomasa Rose’a. Posłanka Łoboda podkreśliła, że trudno sobie wyobrazić, aby administracja amerykańska, nawet biorąc pod uwagę nieprzewidywalność Donalda Trumpa, oficjalnie usankcjonowała zerwanie kontaktów z drugą osobą w państwie. Taki ruch jest postrzegany jako rażące naruszenie protokołu dyplomatycznego.
„Sądzę, że ambasador Rose trochę wyszedł przed szereg” – stwierdziła Łoboda, dodając, że rola ambasadora obcego kraju nie obejmuje pouczania polskich polityków. Fakt, że marszałek Czarzasty stanął w obronie polskich żołnierzy, którzy służyli u boku sił USA, tylko potęguje poczucie, że reakcja ambasadora była nieproporcjonalna do sytuacji.
W kontekście napięć, premier Tusk wyraźnie zasygnalizował, że Polska nie zaakceptuje retoryki narzucania woli. To pokazuje, że nawet w kluczowym sojuszu transatlantyckim, polskie władze są gotowe bronić suwerenności i godności swoich żołnierzy oraz instytucji.
Komisja ds. Epsteina: Prace rozpoczną się niezależnie od napięć
Pomimo zawirowań na scenie dyplomatycznej, polskie władze potwierdzają, że prace komisji badającej tzw. polskie wątki w sprawie afery Epsteina zostaną rozpoczęte zgodnie z planem. Dorota Łoboda wyjaśniła, że będzie to komisja analityczna, a nie śledcza, co ma kluczowe znaczenie dla jej mandatu.
Zaznaczyła, że państwo ma obowiązek reagować na tak poważne doniesienia, niezależnie od tego, czy temat ten ma również wymiar polityczny. Trudno jest zupełnie zignorować sprawę, która wywołała międzynarodowe poruszenie i dotyczy potencjalnych powiązań z osobami publicznymi. Ruch ten jest postrzegany jako sprawa bez precedensu, wymagająca pełnej przejrzystości i analizy.
„Z szeryfa stał się miękiszonem”: Ostra krytyka Zbigniewa Ziobry
Posłanka KO nie szczędziła ostrych słów pod adresem byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, w kontekście czwartkowej decyzji sądu o zastosowaniu trzymiesięcznego tymczasowego aresztu. Łoboda określiła sytuację Ziobry jako jego osobistą porażkę.
„To jest przede wszystkim porażka Zbigniewa Ziobry, który z szeryfa stał się miękiszonem i po prostu uciekł” – oceniła posłanka. Podkreśliła, że jeśli sąd udowodni Ziobrze winę w prowadzonych postępowaniach, powinien on ponieść konsekwencje prawne jak każdy inny obywatel. Jej zdaniem, ewentualna ucieczka za granicę tylko pogarsza jego pozycję prawną i wizerunkową.
Apeluje się, aby Zbigniew Ziobro stawił się przed wymiarem sprawiedliwości. Jest to kluczowe dla zachowania wiarygodności państwa prawa i udowodnienia, że nikt w Polsce nie stoi ponad prawem, niezależnie od zajmowanego wcześniej stanowiska.
Prawo aborcyjne: Brak większości i pewne weto prezydenta
W kwestii zmian w prawie aborcyjnym, posłanka Dorota Łoboda rozwiała wszelkie nadzieje na szybką liberalizację. Przyznała wprost, że koalicja rządząca nie posiada większości sejmowej niezbędnej do przegłosowania projektów aborcyjnych, głównie z powodu sprzeciwu części posłów PSL i Polski 2050.
Nawet jeśli którykolwiek z liberalizujących projektów opuściłby Sejm, posłanka nie ma złudzeń co do jego losu. „Nie mam żadnej nadziei, że prezydent Karol Nawrocki podpisałby jakąkolwiek ustawę liberalizującą prawo aborcyjne” – stwierdziła, wskazując na pewne weto głowy państwa.
Jedynym projektem, który ma pełne poparcie Koalicji 15 października, jest ustawa o statusie osoby najbliższej. W tym przypadku koalicja mówi jednym głosem i dąży do jak najszybszego zakończenia procesu legislacyjnego. Ten projekt ma szansę wejść w życie, w przeciwieństwie do spornych kwestii światopoglądowych.

