Sąd w Seulu wydał wyrok, który na zawsze zmieni oblicze azjatyckiej demokracji i stworzy nowy precedens w prawie międzynarodowym. Były prezydent Korei Południowej, Jun Suk Jeol, został skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności za próbę wprowadzenia stanu wojennego 3 grudnia 2024 roku. Decyzja ta zapadła po wielomiesięcznym procesie, który elektryzował opinię publiczną nie tylko w Seulu, ale i we wszystkich światowych stolicach. Sąd nie miał wątpliwości: działania byłego lidera państwa były bezpośrednim atakiem na fundamenty konstytucyjne kraju i próbą siłowego przejęcia pełnej kontroli nad organami ustawodawczymi.
Wyrok ten jest zwieńczeniem politycznego i prawnego dramatu, który rozpoczął się pod koniec ubiegłego roku. Choć prokuratura domagała się dla Juna najwyższego wymiaru kary – kary śmierci – argumentując, że polityk kierował zorganizowanym zamachem stanu, skład sędziowski zdecydował się na dożywocie. Sędzia Dzi Gwi Jeon, uzasadniając wyrok, podkreślił, że głównym celem oskarżonego było sparaliżowanie prac Zgromadzenia Narodowego przy użyciu sił zbrojnych, co stanowi rażące nadużycie uprawnień prezydenckich i zdradę zaufania obywateli. Dla Korei Południowej, będącej czwartą gospodarką Azji, ten wyrok to jasny sygnał, że nikt nie stoi ponad prawem.
Surowy wymiar kary i uzasadnienie sądu w Seulu
Proces Juna Suk Jeola był szczegółowo analizowany przez ekspertów od prawa konstytucyjnego. Sąd uznał byłego prezydenta za winnego kierowania puczami oraz nadużycia władzy, co w koreańskim systemie prawnym traktowane jest jako jedno z najcięższych przestępstw przeciwko państwu. Podczas ogłaszania wyroku 65-letni Jun nie wykazał żadnych emocji, co zostało odnotowane przez sędziego jako dowód na całkowity brak skruchy. Właśnie ta postawa oskarżonego była jednym z argumentów przemawiających za surowością kary.
Dlaczego jednak sąd nie przychylił się do wniosku o karę śmierci? W uzasadnieniu wskazano na specyficzne okoliczności łagodzące, które uratowały byłego prezydenta przed egzekucją. Sędziowie uznali, że:
- Plan przewrotu był „mało precyzyjny” i logistycznie niedopracowany, co doprowadziło do jego szybkiego fiaska.
- Podczas interwencji wojskowej w parlamencie nie doszło do użycia ostrej amunicji przeciwko cywilom i deputowanym.
- Sytuacja kryzysowa została opanowana w ciągu zaledwie sześciu godzin, co ograniczyło potencjalne straty w ludziach.
Mimo tych argumentów, skala naruszenia porządku demokratycznego była tak duża, że jedynym adekwatnym wyrokiem pozostało dożywotnie odosobnienie.
Współpracownicy prezydenta również trafią za kratki
Wyrok dla Juna Suk Jeola nie był jedynym, który zapadł tego dnia w seulskim sądzie. Sprawiedliwość dosięgła również najbliższych współpracowników byłego prezydenta, którzy pomagali w planowaniu i realizacji grudniowego dekretu. Były minister obrony, Kim Jong Hjun, został skazany na 30 lat pozbawienia wolności. Sąd uznał go za kluczową postać w łańcuchu dowodzenia, która bezpośrednio wydała rozkaz wysłania jednostek wojskowych pod gmach parlamentu.
Pozostali funkcjonariusze państwowi, w tym byli szefowie policji zaangażowani w pucz, usłyszeli wyroki od 3 do 18 lat więzienia. Dwóch oskarżonych niższej rangi zostało uniewinnionych, gdyż sąd uznał, że działali oni pod przymusem służbowym, nie mając pełnej świadomości o nielegalnym charakterze wydawanych im poleceń. Wszyscy skazani mają siedem dni na złożenie apelacji, jednak eksperci prawni przewidują, że szanse na złagodzenie wyroków w drugiej instancji są minimalne ze względu na silny materiał dowodowy.
Sześć godzin, które wstrząsnęły Azją
Aby zrozumieć wagę tego wyroku, należy przypomnieć wydarzenia z 3 grudnia 2024 roku. To właśnie wtedy Jun Suk Jeol, zaskakując własny rząd i sojuszników, ogłosił stan wojenny. Wojsko otoczyło budynek Zgromadzenia Narodowego, a śmigłowce lądowały na dachu parlamentu. Determinacja deputowanych, którzy przedzierali się przez kordony żołnierzy, by zagłosować przeciwko dekretowi, stała się symbolem odporności koreańskiej demokracji.
Choć sytuacja trwała krótko, jej skutki były katastrofalne dla stabilności państwa. Doszło do natychmiastowego impeachmentu prezydenta, a kraj musiał przygotować się do przedterminowych wyborów. Zwyciężył w nich lewicowy kandydat Li Dze Mjung, który obiecał rozliczenie starego układu władzy. Dzisiejszy wyrok jest finalnym akordem tego procesu rozliczeń. Korea Południowa, będąca kluczowym sojusznikiem USA w regionie, udowodniła, że jej instytucje demokratyczne są silniejsze niż ambicje jednostki.
Historyczny precedens: Pierwszy prezydent za kratkami
Jun Suk Jeol zapisał się na kartach historii w sposób, którego z pewnością nie planował. Jest pierwszym urzędującym prezydentem w historii Korei Południowej, który trafił do aresztu prosto z gabinetu i został skazany na tak surową karę. Warto zaznaczyć, że dzisiejszy wyrok dożywocia sumuje się z wcześniejszą karą 5 lat więzienia, którą polityk otrzymał w połowie stycznia za nadużycia przy próbach uniknięcia aresztowania.
W styczniu ubiegłego roku świat obiegły zdjęcia, na których Jun barykaduje się w swojej rezydencji, odmawiając poddania się wymiarowi sprawiedliwości. Dopiero wielogodzinny szturm służb pozwolił na jego ujęcie. Dzisiejsza decyzja sądu kończy erę niepewności. Podczas gdy wewnątrz sali sądowej zapadały historyczne rozstrzygnięcia, przed budynkiem manifestowały setki zwolenników byłego prezydenta. Krzyki „Uwolnić prezydenta Juna” i powiewające flagi Korei oraz USA pokazują, jak głęboko podzielone jest społeczeństwo w ocenie tych wydarzeń.
Co wyrok oznacza dla obywateli i gospodarki?
Dla przeciętnego mieszkańca Korei Południowej oraz dla inwestorów zagranicznych, wyrok ten oznacza przede wszystkim stabilizację. Rynek finansowy w Seulu zareagował na decyzję sądu spokojnie, co sugeruje, że scenariusz ten był już wkalkulowany w ryzyko. Eksperci podkreślają, że zakończenie procesu Juna pozwoli rządowi Li Dze Mjunga skupić się na reformach gospodarczych i napiętych relacjach z sąsiadem z północy.
Praktyczne wnioski z tego procesu są jasne:
- Wzmocnienie kontroli cywilnej nad armią: Wyroki dla wojskowych i policjantów mają zniechęcać do wykonywania niekonstytucyjnych rozkazów w przyszłości.
- Reforma uprawnień prezydenckich: W parlamencie już trwają prace nad ograniczeniem możliwości jednoosobowego ogłaszania stanu wyjątkowego.
- Transparentność władzy: Proces był w dużej mierze jawny, co ma budować zaufanie obywateli do wymiaru sprawiedliwości.
Korea Południowa, mimo traumatycznych przeżyć z końca 2024 roku, wychodzi z tego kryzysu jako państwo o skonsolidowanej demokracji, gdzie prawo jest egzekwowane bez względu na zajmowane stanowisko.

