Iran wysłał do państw regionu ostrzeżenie: jeśli Stany Zjednoczone podejmą interwencję w odpowiedzi na falę protestów, Teheran może uderzyć w amerykańskie bazy wojskowe na Bliskim Wschodzie. Według organizacji HRANA bilans starć i represji po 17 dniach protestów sięga 2 571 zabitych, a liczba zatrzymanych przekroczyła 18 tys. Równolegle w kraju utrzymuje się internetowy blackout, a według doniesień mediów Elon Musk ma oferować w Iranie bezpłatny dostęp do Starlinka, by przywrócić obywatelom łączność. Napięcie rośnie także po stronie USA: część personelu amerykańskiej bazy Al Udeid w Katarze została poinformowana o konieczności jej opuszczenia, a Donald Trump ponawia publiczne groźby i deklaracje wsparcia dla demonstrantów.
Groźby wobec baz USA i sygnały wojskowe w regionie
Wysoki rangą irański urzędnik przekazał, że Teheran ostrzegł państwa goszczące amerykańskich żołnierzy – w tym Arabię Saudyjską, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Turcję – że w przypadku amerykańskiej interwencji bazy USA w tych krajach mogą stać się celem ataku. Iran miał również poprosić rządy regionu o wywarcie wpływu na Waszyngton, by powstrzymać eskalację.
To nie pierwszy taki sygnał z Teheranu. Wcześniej przewodniczący irańskiego parlamentu ostrzegał, że w razie ataku na Iran „legalnym celem” mogą stać się zarówno Izrael, jak i amerykańskie bazy oraz okręty w regionie.
Równolegle rosną sygnały ostrożności po stronie amerykańskiej. Część personelu w bazie Al Udeid Air Base w Katarze została poinformowana o konieczności wyjazdu do określonego terminu. Dyplomaci opisują to jako „zmianę postawy”, a nie pełną ewakuację. Al Udeid to największa amerykańska baza na Bliskim Wschodzie, na której stacjonuje około 10 tys. żołnierzy.
Donald Trump w ostatnich wypowiedziach sugerował „bardzo mocne opcje”, a groźby wzmocnił też kontekstem ewentualnych egzekucji protestujących, zapowiadając „very strong action”, jeśli do nich dojdzie.
Ważnym elementem układanki jest stan kanałów dyplomatycznych. Bezpośrednia komunikacja między szefem irańskiej dyplomacji Abbasem Araqchim a specjalnym wysłannikiem USA Steve’em Witkoffem została wstrzymana, a planowane spotkania dotyczące rozwiązania sporu o program nuklearny odwołano. Z perspektywy bezpieczeństwa międzynarodowego to jeden z najbardziej ryzykownych scenariuszy: im mniej bezpośrednich kanałów rozmów, tym większe prawdopodobieństwo błędnej kalkulacji, szczególnie w warunkach napięć wojskowych.
Tysiące ofiar, internetowy blackout i Starlink: co wiemy i jakie mogą być skutki
Na sytuację w Iranie nakłada się drugi wymiar kryzysu: skala represji i problem z wiarygodnym obiegiem informacji. Protesty trwają od 28 grudnia i początkowo wybuchły na tle rosnących kosztów życia i problemów gospodarczych, by stopniowo przerodzić się w największe od lat wystąpienia antyrządowe.
Według danych HRANA (Human Rights Activists News Agency), po 17 dniach protestów liczba zabitych wynosi 2 571. W tej liczbie zweryfikowano 2 403 zgony protestujących, 147 osób powiązanych z rządem, 12 osób poniżej 18 lat oraz 9 cywilów niezwiązanych z protestami; organizacja informowała też o co najmniej 18 137 zatrzymanych. Dane te nie mogą zostać niezależnie zweryfikowane w całości, a władze Iranu nie publikują pełnego cywilnego bilansu.
Jednocześnie przedstawiciel władz Iranu mówił o co najmniej 2 tys. ofiarach (wliczając funkcjonariuszy), a rządowa narracja akcentuje tezę o „zagranicznym inspirowaniu” zamieszek i działalności „terrorystycznej”, a nie o odpowiedzialności aparatu bezpieczeństwa.
Kluczowe znaczenie ma w tym kontekście internetowy blackout. W Iranie utrzymuje się odcięcie lub istotne ograniczenie usług sieciowych, co utrudnia raportowanie, weryfikację nagrań i kontakt rodzin z bliskimi. W takich warunkach szczególnego znaczenia nabierają alternatywne kanały łączności satelitarnej. SpaceX oferuje w Iranie bezpłatny dostęp do Starlinka w czasie trwającej blokady internetu. Dla protestujących i organizacji dokumentujących represje może to oznaczać możliwość przesyłania materiałów z pominięciem krajowej infrastruktury telekomunikacyjnej.
Wątek technologiczny ma też znaczenie międzynarodowe. Informacje o „pomocy Musk’a” wpisują się w szerszą debatę o roli prywatnych operatorów infrastruktury krytycznej w konfliktach i kryzysach politycznych: z jednej strony to narzędzie przywracania łączności i obiegu informacji, z drugiej potencjalny katalizator dalszego zaostrzania kontroli przez państwo.
W wymiarze gospodarczym skutki kryzysu zaczęły być widoczne natychmiast. Napięcia wokół Iranu podbijają premię za ryzyko na rynkach energii: ceny ropy w ostatnich dniach rosły, a eksperci podnieśli krótkoterminową prognozę dla Brent do 70 dolarów w horyzoncie trzech miesięcy, wskazując na wzrost premii geopolitycznej.
Z perspektywy obywateli w Europie (w tym w Polsce) mechanizm przenoszenia ryzyka jest dobrze znany: wyższa zmienność ropy i paliw przekłada się na koszty transportu oraz presję cenową w części branż. Dla biznesu oznacza to również rosnące koszty zabezpieczenia ryzyka, ostrożniejsze decyzje logistyczne i większą niepewność w planowaniu kontraktów, szczególnie jeśli napięcia dotkną kluczowych szlaków regionu.
Osobną kwestią jest presja ekonomiczna USA na państwa utrzymujące relacje handlowe z Iranem. Trump ogłosił 25-procentowe cła na kraje „robiące interesy” z Iranem, co może uderzyć w łańcuchy dostaw i relacje z największymi partnerami Teheranu, w tym Chinami, a zarazem zwiększyć presję na firmy prowadzące działalność w reżimie sankcyjnym.
Na dziś najważniejsze pozostają trzy pytania: czy groźby militarne przejdą w działania operacyjne, czy kanały rozmów (choćby technicznych) zostaną przywrócone oraz czy blackout i rosnący bilans ofiar nie doprowadzą do kolejnej, trudnej do odwrócenia spirali przemocy. W świecie, w którym informacja jest zasobem strategicznym, połączenie represji, odcięcia internetu i narzędzi satelitarnych sprawia, że kryzys w Iranie ma konsekwencje znacznie wykraczające poza granice państwa.

