Polska mierzy się z nową, szybko eskalującą plagą, która bezpośrednio uderza w rozwój elektromobilności i paraliżuje transport w miastach. Złodzieje masowo dewastują stacje ładowania samochodów elektrycznych, odcinając i kradnąc kable. Proceder ten, choć przynosi sprawcom minimalne zyski, generuje dla operatorów i podatników straty sięgające nawet 21 tysięcy złotych za jeden incydent.
Skala zniszczeń jest alarmująca. Przypadki obcinania przewodów odnotowano już w niemal każdym województwie. We Wrocławiu zdewastowano niedawno 10 z 11 miejskich ładowarek. Na Śląsku przestępcy regularnie niszczą stacje zlokalizowane przy popularnych marketach, ignorując monitoring i zwiększone natężenie ruchu.
Branża i eksperci apelują o pilne zaostrzenie działań policji i prokuratury. Choć złodziej zarabia na złomie zaledwie około 200 zł, dewastacja infrastruktury staje się realnym zagrożeniem dla użytkowników i firm, które zainwestowały w zielony transport. Władze są już świadome skali procederu i zapowiadają wzmożone kontrole w punktach skupu złomu.
Skala zniszczeń: dlaczego 200 zł kosztuje 21 tys. zł?
Paradoks ekonomiczny tego procederu jest uderzający i stanowi kluczowy element napędzający frustrację operatorów. Złodzieje, działając umyślnie i często w warunkach recydywy, uzyskują z kradzieży miedzi niewielkie korzyści materialne. Średnia cena uzyskiwana za skradziony kabel to zaledwie około 200 zł.
Tymczasem koszty po stronie operatorów są gigantyczne. Obejmują one nie tylko cenę nowego przewodu, ale przede wszystkim koszty serwisu, naprawy, utylizacji uszkodzonych elementów oraz, co kluczowe, straty wynikające z przestoju stacji. Zgodnie z danymi podawanymi przez Ionity, pojedyncza kradzież generuje koszty w przedziale od 2500 do 5000 euro (czyli do 21 000 PLN).
W wielu przypadkach sposób działania sprawców sugeruje, że ich celem jest nie tylko kradzież, ale celowe niszczenie infrastruktury. Często kabel jest ucinany w sposób, który utrudnia jego dalsze wykorzystanie, a fragment z wtyczką bywa porzucany w pobliżu stacji. To rodzi podejrzenia o wandalizm lub celowe działanie wymierzone w elektromobilność.
Konsekwencje dla kierowców i firm logistycznych
Masowe niszczenie ładowarek ma bezpośrednie, negatywne konsekwencje dla tysięcy użytkowników pojazdów elektrycznych. Zdewastowane stacje oznaczają natychmiastowy brak możliwości ładowania aut, co jest szczególnie dotkliwe na trasach międzymiastowych oraz w obszarach, gdzie infrastruktura jest już rzadka.
Dla firm logistycznych i transportowych, które coraz częściej korzystają z floty elektrycznej, jest to realne zagrożenie. Opóźnienia w transporcie, konieczność szukania alternatywnych punktów ładowania oddalonych o dziesiątki kilometrów, oraz utracone godziny pracy przekładają się na wymierne straty finansowe. Infrastruktura ta, często powstała dzięki dotacjom, jest finansowana z pieniędzy podatników, co dodatkowo obciąża budżet państwa.
Operatorzy zwracają uwagę, że każda nieczynna stacja to nie tylko problem techniczny, ale także pogorszenie zaufania do rozwijającej się sieci ładowania. W obliczu rosnącej liczby pojazdów EV, niezawodność infrastruktury jest krytyczna dla dalszej transformacji transportu.
Grozi im 7,5 roku więzienia. Jakie kary czekają złodziei?
Choć sprawcy liczą na szybki zysk ze złomu, przepisy prawa przewidują za te czyny bardzo surowe konsekwencje. Kradzież kabla jest przestępstwem zagrożonym karą do 5 lat pozbawienia wolności. Dodatkowo, odcięcie kabla jest traktowane jako przestępstwo zniszczenia mienia, zagrożone analogicznie wysoką karą.
Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM, podkreśla, że to nie koniec potencjalnych sankcji. Kradzieże te często spełniają znamiona występków o charakterze chuligańskim, ponieważ są związane z umyślnym niszczeniem cudzej rzeczy z błahego powodu. W takich przypadkach orzeczona przez sąd kara może być jeszcze surowsza.
W ostatnich miesiącach policja odniosła sukcesy w wykrywaniu i zatrzymywaniu sprawców. W Lubinie i Polkowicach zatrzymano mężczyznę, który seryjnie dopuszczał się kradzieży w warunkach recydywy. Recydywa oznacza, że grozi mu kara zwiększona o połowę, co w praktyce może skutkować wyrokiem do 7,5 roku więzienia.
Odpowiedź branży: Monitoring i pancerne zabezpieczenia
W obliczu rosnącej skali zniszczeń, operatorzy infrastruktury ładowania podejmują intensywne działania mające na celu zabezpieczenie stacji. Inwestycje koncentrują się na kilku kluczowych obszarach:
- Wzmocniony monitoring: Instalacja kamer wysokiej rozdzielczości oraz dodatkowe oświetlenie w celu odstraszenia sprawców.
- Pancerne otuliny: Stosowanie specjalistycznych, wzmocnionych osłon na kable, które utrudniają szybkie przecięcie.
- Systemy barwiące: Nowoczesne zabezpieczenia, które trwale znakują sprawcę i skradziony przewód natychmiast po jego przecięciu.
Kluczowym elementem walki z plagą kradzieży jest uszczelnienie systemu skupu złomu. Aleksander Rajch, wiceprezes PSNM, poinformował, że zwrócono się do prezydentów 37 największych miast w Polsce z apelem o przeprowadzenie wzmożonych i wyrywkowych kontroli w punktach skupu, które mogą nabywać skradzione przewody.
Branża naciska również na administrację centralną o uznanie kabli do ładowania za element krytycznej infrastruktury energetycznej. Taka zmiana legislacyjna pozwoliłaby na traktowanie kradzieży jako przestępstwa o znacznie większej szkodliwości społecznej, co przełożyłoby się na automatyczne orzekanie surowszych kar i skuteczniejsze ściganie sprawców.

