Posłowie Lewicy złożyli w Sejmie projekt ustawy, który wywołał szeroką dyskusję wśród właścicieli mieszkań i inwestorów. Choć oficjalnie dokument nazywany jest „podatkiem od biznesu mieszkaniowego”, w praktyce wprowadza on zasady zbliżone do podatku katastralnego. Zmiana, jeśli weszłaby w życie, oznaczałaby odejście od opodatkowania nieruchomości według metrażu na rzecz wartości rynkowej lokalu.
Projekt zakłada wejście przepisów w życie 1 stycznia 2027 roku. Choć obecnie propozycja ta nie posiada poparcia większości rządowej, warto przeanalizować jej założenia, gdyż wpływają one na prognozy dotyczące opłacalności inwestycji w nieruchomości w nadchodzących latach.
Dwa mieszkania bezpieczne, trzecie pod lupą
Projektodawcy wprowadzili wyraźne rozróżnienie w zależności od liczby posiadanych nieruchomości. Dla właścicieli jednego lub dwóch mieszkań, prawo pozostaje neutralne. Zgodnie z zapisami projektu, stawka podatku dla takich osób wyniesie 0,02% wartości lokalu rocznie. Autorzy ustawy wprost gwarantują, że obciążenie to nie przekroczy kwot wynikających z obecnych przepisów opartych na metrażu.
Sytuacja zmienia się diametralnie w przypadku posiadania trzeciej i każdej kolejnej nieruchomości mieszkalnej. Tutaj podatek startuje od stawki 0,5% wartości lokalu rocznie. Co istotne, ustawa przewiduje progresję: stawka ta ma rosnąć o 0,1 punktu procentowego każdego roku, aż osiągnie docelowy poziom 1,5% po 15 latach obowiązywania przepisów.
Warto podkreślić, że kluczowa jest suma mieszkań w całej Polsce, a nie w jednej gminie. Jeśli podatnik posiada już dwa mieszkania, każde kolejne nabyte prawo własności automatycznie wpadnie w wyższy próg opodatkowania.
Jak wyliczana będzie wartość mieszkania?
Do czasu uruchomienia Portalu Danych o Obrocie Mieszkaniami (planowanego na 2 czerwca 2027 r.), podstawą wyceny będzie wskaźnik odtworzeniowy kosztu 1 m² powierzchni użytkowej, ustalany przez wojewodę. Dla przykładu, w Warszawie wskaźnik ten wynosi obecnie blisko 11 tys. zł za metr kwadratowy.
Oznacza to, że za 35-metrową kawalerę w stolicy, będącą trzecim mieszkaniem właściciela, roczny podatek mógłby wynieść około 1 915 zł. Po 10 latach, przy wzroście stawki do 1%, kwota ta ulegnie podwojeniu. Gminy otrzymają jednak narzędzie w postaci współczynników korygujących (od 0,2 do 2), co pozwoli lokalnym władzom dostosować wysokość daniny do realnej wartości rynkowej nieruchomości, uwzględniając jej wiek czy lokalizację.
Czy projekt ma szansę na wejście w życie?
Obecnie szanse na uchwalenie ustawy w zaproponowanym kształcie są minimalne. Zarówno premier Donald Tusk, jak i minister finansów Andrzej Domański jednoznacznie potwierdzili, że rząd nie prowadzi prac nad podatkiem katastralnym i nie poprze tego projektu. Również prezydent Karol Nawrocki zadeklarował wcześniej, że nie podpisze ustawy podnoszącej podatki od nieruchomości.
Mimo to, temat wraca w debacie publicznej regularnie, głównie za sprawą rekomendacji instytucji międzynarodowych, takich jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) oraz OECD. Eksperci ci od lat wskazują, że Polska opodatkowuje pracę wysoko, a majątek – w tym nieruchomości – wyjątkowo nisko na tle europejskim.
Co powinien zrobić właściciel nieruchomości?
Dla większości Polaków, posiadających własne mieszkanie lub drugą nieruchomość na wynajem, projekt Lewicy nie oznacza bezpośrednich zmian w portfelu. W obecnym układzie politycznym nie ma większości pozwalającej na wprowadzenie tak znaczącej reformy podatkowej.
Osoby planujące zakup trzeciego lub kolejnego lokalu w celach inwestycyjnych powinny jednak uważnie śledzić proces legislacyjny. Nawet jeśli obecny projekt nie stanie się prawem, dyskusja o opodatkowaniu majątku jest stałym elementem agendy ekonomicznej. Kluczowe wnioski dla czytelnika:
- Monitoruj deklaracje polityczne: Podatek katastralny pozostaje tematem „dyżurnym” w debacie o uszczelnianiu systemu podatkowego.
- Analizuj rentowność inwestycji: Przy kalkulacji zysku z wynajmu warto brać pod uwagę ryzyko wzrostu kosztów utrzymania portfela nieruchomości w długim terminie.
- Zwracaj uwagę na luki: Krytycy projektu zauważają, że brak regulacji czynszów może skłonić właścicieli do przerzucania kosztów nowego podatku bezpośrednio na najemców.
Podsumowując, na ten moment nie ma powodu do obaw o gwałtowne podwyżki podatków od nieruchomości w 2027 roku, jednak warto być świadomym kierunków, w jakich zmierzają postulaty części środowisk politycznych i instytucji międzynarodowych.

