Kolejna „afera zegarkowa” wstrząsa polską sceną polityczną, przypominając o głośnej sprawie sprzed lat. Tym razem w centrum uwagi znalazł się Andrzej Szejna, były wiceminister spraw zagranicznych, oraz jego luksusowy czasomierz. Nagranie, na którym polityk Nowej Lewicy najpierw potwierdza, że nosi zegarek marki Omega, a następnie gwałtownie zaprzecza temu faktowi, stało się viralem w sieci.
Kluczowym problemem jest kwestia oświadczenia majątkowego. Zgodnie z polskimi przepisami, politycy i osoby pełniące funkcje publiczne mają obowiązek ujawniać ruchomości, których wartość przekracza 10 000 złotych. W przypadku zegarka, który według medialnych spekulacji może być modelem Omega Speedmaster wartym nawet 40 000 zł, brak wpisu w deklaracji rodzi poważne pytania o transparentność.
Afera ta ma swoje praktyczne konsekwencje. Podkreśla ona nieustanną publiczną kontrolę nad majątkiem osób decyzyjnych oraz rygorystyczne wymogi dotyczące ujawniania posiadanych dóbr. W cieniu tej dyskusji pojawiła się także sprawa prokurator Ewy Wrzosek, która w nietypowy sposób odpowiedziała na spekulacje dotyczące jej rzekomego zegarka marki Patek Philippe.
Zegarek Szejny: Od potwierdzenia do gwałtownego zaprzeczenia
Kontrowersje wokół Andrzeja Szejny rozpoczęły się w Sejmie, gdy dziennikarz portalu wpolsce24.pl zapytał go wprost o model noszonego na nadgarstku zegarka. Polityk początkowo bez wahania potwierdził, że jest to Omega. Sytuacja zmieniła się diametralnie, gdy rozmowa zeszła na temat obowiązku wpisania luksusowego przedmiotu do oświadczenia majątkowego.
Według szacunków mediów, model ten mógłby być wart około 40 000 złotych, co wielokrotnie przekracza ustawowy próg 10 000 złotych. Skonsternowany Szejna zaczął kluczyć, twierdząc, że musi sobie „przypomnieć, co to za zegarek”. Ostatecznie, dopytywany o formalności, stanowczo zaprzeczył: „To nie jest Omega, nie. To nie jest Omega.” Co więcej, poseł nie pozwolił już dziennikarzowi na ponowne obejrzenie przedmiotu.
W obliczu narastającej krytyki, Andrzej Szejna zabrał głos w mediach społecznościowych oraz w TVP Info, broniąc swojej pozycji. Stwierdził, że nigdy nie posiadał zegarka o wartości przekraczającej 10 000 zł. Jego linia obrony opiera się na kwestii czasu. Polityk argumentuje, że oświadczenie majątkowe składane w kwietniu 2025 roku dotyczy stanu posiadania na dzień 31 grudnia 2024 roku, a w tym terminie nie posiadał on zegarka o wymaganej wartości.
Granica 10 000 zł: Co politycy muszą ujawnić?
Kwestia zegarków polityków powraca cyklicznie, stanowiąc symbol publicznej kontroli nad majątkiem. Przepisy dotyczące oświadczeń majątkowych są jasne: każda ruchomość (w tym zegarki, biżuteria, samochody, dzieła sztuki) o wartości przekraczającej 10 000 złotych musi zostać uwzględniona w deklaracji. Ma to na celu zapewnienie pełnej transparentności i uniknięcie podejrzeń o niejasne źródła dochodów.
Eksperci prawni podkreślają, że kluczowa jest dokładna data nabycia i posiadania. Jeśli polityk kupił drogi przedmiot po 31 grudnia, ale przed złożeniem oświadczenia, formalnie nie musiał go ujawniać w bieżącej deklaracji, choć powinien to zrobić w kolejnej. Jednakże publiczne przyznanie się do posiadania Omegi, a następnie zaprzeczenie, podważa wiarygodność polityka w oczach opinii publicznej.
Warto zaznaczyć, że nie wszyscy politycy unikają tej odpowiedzialności. Przykładem jest poseł Tomasz Trela, który zgodnie z przepisami wpisał do swojego oświadczenia posiadane luksusowe zegarki marek takich jak Maurice Lacroix, Breitling i Omega, potwierdzając tym samym swoją transparentność.
Odpowiedź Ewy Wrzosek: Zegarek jako „bohater medialny”
Zanim sprawa Andrzeja Szejny zdominowała media, internauci żywo dyskutowali o zegarku prokurator Ewy Wrzosek. Spekulacje rozpoczęły się po publikacji nagrania zachęcającego do licytacji na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy (WOŚP).
Na filmie widoczny był zegarek, który niektórzy komentatorzy na platformie X zidentyfikowali jako luksusowy model Patek Philippe, potencjalnie warty nawet 200 000 złotych. Pojawiły się pytania, m.in. ze strony posła Dariusza Mateckiego, czy prokurator nosi podróbkę, co w Polsce, choć nie jest przestępstwem, budzi kontrowersje etyczne.
Ewa Wrzosek nie dała się wciągnąć w medialną spiralę domysłów. Zamiast wdawać się w dyskusję, postanowiła wykorzystać sytuację i wystawić zegarek na licytację WOŚP. Opisała go ironicznie jako „bohatera medialnego w wirtualnym świecie, gdzie nic nie jest tym, na co wygląda”. Ta błyskotliwa reakcja przekuła kontrowersję w działanie charytatywne, a cena zegarka w licytacji szybko przekroczyła próg 10 000 zł.
Obie te sytuacje dobitnie pokazują, że w erze natychmiastowej komunikacji i ciągłej obserwacji, transparentność finansowa osób publicznych jest absolutnie kluczowa, a wszelkie próby ukrycia majątku są natychmiast wychwytywane i poddawane surowej ocenie publicznej.

