Morze Bałtyckie przechodzi obecnie przez zjawisko hydrologiczne, którego nie notowano od blisko 140 lat. W lutym 2025 roku poziom wody spadł do rekordowo niskich wartości, co wywołało poruszenie nie tylko wśród ekologów i naukowców, ale także archeologów morskich. Najniższy stan wody od początku systematycznych pomiarów w 1886 roku odsłonił tajemnice skrywane pod powierzchnią od stuleci. Najbardziej spektakularnym efektem tego zjawiska stało się wyłonienie z głębin potężnego, drewnianego wraku okrętu wojennego w samym centrum Sztokholmu. Eksperci alarmują, że to dopiero wierzchołek góry lodowej, gdyż szacuje się, że na dnie Bałtyku spoczywa nawet 100 tysięcy jednostek, które ze względu na specyficzne warunki panujące w tym akwenie, zachowały się w niemal nienaruszonym stanie.
Sytuacja jest bezprecedensowa – woda w Bałtyku opadła aż o 67 centymetrów poniżej przyjętej normy. Tak drastyczna zmiana jest wynikiem specyficznych warunków atmosferycznych, przede wszystkim długotrwałych i silnych wiatrów wiejących ze wschodu. To one „wypchnęły” ogromne masy wody przez Cieśniny Duńskie w stronę Morza Północnego. Skala tego zjawiska jest trudna do wyobrażenia – szwedzki instytut meteorologiczny SMHI obliczył, że z basenu Morza Bałtyckiego ubyło około 275 kilometrów sześciennych wody, co odpowiada astronomicznym 275 000 miliardów litrów. Dla mieszkańców wybrzeży Polski i Szwecji oznacza to nie tylko odsłonięte plaże, ale i rzadką okazję do zobaczenia historycznych artefaktów, które zazwyczaj są niedostępne dla ludzkiego oka.
Historyczne odkrycie w sercu Sztokholmu: Wrak z XVII wieku na powierzchni
Niezwykły odpływ sprawił, że tuż przy wyspie Kastellholmen, w bezpośrednim sąsiedztwie centrum szwedzkiej stolicy, z wody wyłonił się potężny, 40-metrowy kadłub drewnianego statku. Jim Hansson, doświadczony archeolog i nurek z Muzeum Wraków w Sztokholmie, nie kryje fascynacji tym znaleziskiem. Wrak, który przez dziesięciolecia był niemal całkowicie zalany, dziś można podziwiać z brzegu. Pierwsze ekspertyzy wskazują, że jednostka pochodzi z przełomu XVI i XVII wieku i najprawdopodobniej została zbudowana w Holandii, która w tamtym czasie była potęgą szkutniczą dostarczającą okręty dla flot całej Europy.
Początkowo badacze spekulowali, że może to być słynny duński okręt wojenny „Graa Ulv”, zdobyty przez Szwedów podczas jednego z konfliktów w XVII wieku. Jednak najnowsze badania dendrochronologiczne i analiza konstrukcji kadłuba sugerują, że mamy do czynienia z inną, równie ważną historycznie jednostką. Co ciekawe, obecność statku w tym miejscu nie jest przypadkowa. W dawnych wiekach jednostki kończące swoją służbę nie były po prostu porzucane – często zatapiano je celowo, aby służyły jako solidne fundamenty pod budowę mostów czy nabrzeży. Tak było również w przypadku tego wraku, który wraz z kilkoma innymi kadłubami stanowił podstawę pierwszej przeprawy między wyspami Skeppsholmen a Kastellholmen.
Bałtyk jako największe cmentarzysko statków na świecie
Odkrycie w Sztokholmie przypomina o niezwykłym potencjale archeologicznym Morza Bałtyckiego. Według szacunków specjalistów, na dnie tego akwenu może spoczywać nawet 100 tysięcy wraków. To liczba, która stawia Bałtyk w światowej czołówce pod względem zagęszczenia podwodnych zabytków. Dlaczego akurat tutaj statki zachowują się tak dobrze? Kluczem jest unikalna charakterystyka wody. Bałtyk jest morzem słonawym i chłodnym, co sprawia, że nie występuje w nim świdrak okrętowy (Teredo navalis), potocznie zwany spuszczelem.
Ten niewielki małż w cieplejszych i bardziej zasolonych wodach, takich jak Morze Śródziemne czy Karaiby, potrafi w ciągu kilku lat całkowicie skonsumować drewniany kadłub. W Bałtyku proces niszczenia drewna przebiega niezwykle wolno, dzięki czemu archeolodzy mogą odnajdywać statki sprzed setek lat z zachowanymi masztami, detalami rzeźbiarskimi, a nawet wyposażeniem wnętrz. Jak podkreśla Eric Östergren, archeolog morski, wraki te stanowią „kapsuły czasu” i wspólną historię całego regionu, choć do tej pory udało się zmapować i zbadać zaledwie ułamek z nich. Rekordowo niskie stany wody, choć rzadkie, są dla naukowców bezcenną okazją do prowadzenia dokumentacji bez konieczności kosztownych prac nurkowych.
Ekologiczny przełom: Czy rekordowy odpływ uratuje życie w Bałtyku?
Choć widok odsłoniętego dna i wraków budzi sensację, naukowcy zwracają uwagę na inny, kluczowy aspekt tego zjawiska – potencjalne korzyści dla ekosystemu. Profesor Jan Marcin Węcławski z Instytutu Oceanologii PAN uspokaja, że choć sytuacja wydaje się ekstremalna, jest ona częścią naturalnych cykli Bałtyku. Co więcej, masowe wypychanie wody z Bałtyku stwarza miejsce na tzw. wlew z Morza Północnego. Jest to zjawisko o krytycznym znaczeniu dla kondycji biologicznej naszego morza.
Mechanizm ten jest prosty, ale zbawienny:
- Wypływ: Silne wiatry wschodnie wypychają lekką, mało słoną wodę powierzchniową z Bałtyku.
- Wlew: Na jej miejsce, dołem, przez głębokie rynny wlewa się ciężka, bardzo słona i przede wszystkim bogata w tlen woda z Atlantyku i Morza Północnego.
- Odświeżenie: Nowa porcja natlenionej wody dociera do martwych stref (pustyń tlenowych) na dnie Bałtyku, co pozwala na powrót życia w te rejony.
Eksperci podkreślają, że takie „odżywcze uderzenie” jest niezbędne dla przetrwania wielu gatunków ryb, w tym dorsza, którego populacja w ostatnich latach drastycznie spadła właśnie z powodu niedoborów tlenu w głębinach.
Praktyczne konsekwencje dla mieszkańców i żeglugi
Obecny stan wód niesie ze sobą szereg praktycznych implikacji, o których powinni pamiętać zarówno turyści, jak i profesjonaliści. Dla właścicieli jednostek pływających i rybaków, rekordowo niski poziom morza to sygnał do zachowania szczególnej ostrożności. Wiele mielizn i przeszkód podwodnych, które zazwyczaj znajdują się na bezpiecznej głębokości, teraz znajduje się tuż pod powierzchnią lub wręcz wystaje z wody. Zarządcy portów i marin monitorują sytuację, gdyż w niektórych miejscach podejścia do nabrzeży mogą być utrudnione dla statków o większym zanurzeniu.
Dla pasjonatów historii i spacerowiczów to jednak wyjątkowy czas. Możliwość zobaczenia na własne oczy konstrukcji, które przetrwały wieki pod wodą, jest magnesem przyciągającym setki osób. Należy jednak pamiętać, że odsłonięte wraki są chronionymi zabytkami archeologicznymi. Polskie i szwedzkie prawo surowo zabrania zabierania jakichkolwiek elementów z takich stanowisk. Każdy taki obiekt jest dobrem narodowym i świadectwem dawnej potęgi morskiej regionu. Naukowcy przewidują, że za kilka tygodni poziom wody wróci do normy, a Bałtyk ponownie ukryje swoje skarby, dlatego obecne dni są jedyną w swoim rodzaju okazją do obcowania z „żywą historią”.
Podsumowanie: Co warto wiedzieć o rekordowym odpływie?
Sytuacja na Bałtyku w 2025 roku pokazuje, jak dynamicznym i pełnym niespodzianek akwenem jest nasze morze. Rekordowy spadek poziomu wody o 67 cm to zjawisko, które łączy w sobie aspekty meteorologiczne, historyczne i ekologiczne. Najważniejsze wnioski płynące z obecnej sytuacji to:
- Unikalna szansa dla nauki: Odsłonięcie XVII-wiecznego wraku w Sztokholmie pozwala na badania, które normalnie wymagałyby ogromnych nakładów finansowych.
- Nadzieja dla ekosystemu: Duży odpływ zapowiada silny wlew natlenionej wody z Morza Północnego, co może zahamować powiększanie się martwych stref dennych.
- Potencjał turystyczny i edukacyjny: Odsłonięte tajemnice Bałtyku przyciągają uwagę do ochrony dziedzictwa morskiego i problemów ekologicznych akwenu.
Choć woda wkrótce powróci do swojego dawnego poziomu, zebrane dane i udokumentowane znaleziska pozwolą na lepsze zrozumienie procesów zachodzących w Bałtyku oraz bogatej historii żeglugi w tej części Europy.

