Polska opinia publiczna została poruszona informacjami o potencjalnym zagrożeniu zdrowotnym płynącym z konsumpcji wołowiny importowanej z Brazylii. Jak wynika z najnowszych ustaleń, polskie służby sanitarne i weterynaryjne dysponowały wiedzą o skażeniu mięsa niebezpiecznym hormonem wzrostu już 11 listopada ubiegłego roku. Mimo to, oficjalne komunikaty o „pilnych kontrolach” i wzmożonym nadzorze pojawiły się w przestrzeni publicznej dopiero teraz, po upływie blisko trzech miesięcy. Sprawa budzi ogromne kontrowersje, zwłaszcza w kontekście bezpieczeństwa żywności trafiającej na polskie stoły oraz transparentności działań organów państwowych odpowiedzialnych za nadzór nad rynkiem spożywczym.
Kluczowym elementem sporu jest obecność estradiolu – hormonu wzrostu, którego stosowanie w hodowli zwierząt rzeźnych jest surowo zabronione na terenie Unii Europejskiej. Wykrycie tej substancji w partiach mięsa pochodzących z krajów Mercosur (w tym z Brazylii) uruchomiło procedury alarmowe na szczeblu unijnym. Dla polskich konsumentów najważniejsze pozostaje pytanie: czy skażone mięso mogło trafić do sprzedaży detalicznej i dlaczego machina urzędnicza zareagowała z tak dużym opóźnieniem, skoro pierwsze sygnały z Brukseli dotarły do Warszawy już jesienią?
Dlaczego Polska czekała trzy miesiące? Kulisy decyzji służb
Z dokumentacji, do której dotarli dziennikarze śledczy, wynika jednoznacznie, że Komisja Europejska poinformowała państwa członkowskie, w tym Polskę, o problemie z brazylijską wołowiną dokładnie 11 listopada. Bruksela już w październiku zidentyfikowała poważne nieprawidłowości dotyczące stosowania estradiolu przez brazylijskich producentów. Jest to substancja o silnym działaniu biologicznym, która w UE jest całkowicie wykluczona z łańcucha produkcji żywności ze względu na potencjalny wpływ na gospodarkę hormonalną ludzi.
Główny Inspektorat Weterynarii (GIW) w oficjalnym komunikacie przyznaje, że otrzymał wniosek o weryfikację kwestionowanych partii mięsa. Jednak przez kolejne tygodnie opinia publiczna nie była informowana o skali zagrożenia. Dopiero niedawna zapowiedź wiceminister Małgorzaty Gromadzkiej o „pilnych kontrolach” nadała sprawie bieg medialny. Eksperci rynku spożywczego zadają pytania o efektywność systemu wczesnego ostrzegania i powody, dla których przez niemal 90 dni nie wdrożono procedur, które dziś nazywa się „natychmiastowymi”. Brak jasnej odpowiedzi na pytanie o zwłokę w działaniu stawia pod znakiem zapytania skuteczność nadzoru nad importem żywności z krajów trzecich.
Stanowisko GIW: Czy polscy konsumenci mogą czuć się bezpieczni?
Główny Inspektorat Weterynarii uspokaja, że dotychczasowe działania monitoringowe nie wykazały obecności skażonego mięsa na terenie naszego kraju. Według zapewnień GIW, Polska nie została wskazana jako bezpośredni odbiorca kwestionowanych partii wołowiny w unijnym systemie RASFF (Rapid Alert System for Food and Feed). Jest to kluczowy argument służb, który ma uzasadniać brak wcześniejszych, gwałtownych ruchów na rynku krajowym.
Służby weterynaryjne podkreślają, że:
- Na bieżąco monitorują sytuację epidemiologiczną i toksykologiczną importowanej żywności.
- Realizują krajowe plany kontroli pozostałości substancji niedozwolonych.
- Prowadzą systematyczne badania u zwierząt i w produktach pochodzenia zwierzęcego.
Mimo tych zapewnień, fakt ogłoszenia „doraźnych kontroli” właśnie teraz sugeruje, że ryzyko przeniknięcia produktów z innych rynków europejskich do Polski (tzw. handel wewnątrzwspólnotowy) nie może zostać całkowicie wykluczone. Estradiol w mięsie to nie tylko problem jakości handlowej, ale przede wszystkim bezpieczeństwa zdrowotnego, co wymusza na służbach najwyższy stopień ostrożności.
IJHARS wchodzi do sklepów. Kontrole doraźne w toku
Równolegle do działań weterynaryjnych, akcję podjął Główny Inspektor Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS). Inspekcja poinformowała o rozpoczęciu kontroli doraźnych na etapie sprzedaży detalicznej. Oznacza to, że inspektorzy pobierają próbki mięsa bezpośrednio z półek sklepowych oraz hurtowni, aby sprawdzić, czy towar oferowany polskim klientom spełnia wyśrubowane normy unijne.
Kontrole te obejmują nie tylko mięso z Brazylii, ale szerzej – produkty pochodzące z państw bloku Mercosur. IJHARS sprawdza przede wszystkim dokumentację pochodzenia oraz zgodność parametrów fizykochemicznych z deklaracjami producentów. Wyniki badań laboratoryjnych są obecnie w toku, a ich rezultaty mają być kluczowe dla uspokojenia nastrojów na rynku. Warto zaznaczyć, że wołowina z Ameryki Południowej często trafia do Polski jako surowiec do przetwórstwa, co dodatkowo komplikuje proces śledzenia jej drogi „od pola do stołu”.
Praktyczne wskazówki dla kupujących: Jak rozpoznać pochodzenie mięsa?
W obliczu niepewności co do jakości importowanej wołowiny, konsumenci powinni wykazać się większą czujnością podczas codziennych zakupów. Zgodnie z przepisami UE, każde opakowanie świeżego, chłodzonego lub mrożonego mięsa wołowego musi posiadać etykietę zawierającą precyzyjne informacje o pochodzeniu produktu. Dla własnego bezpieczeństwa warto zwracać uwagę na oznaczenie „Kraj pochodzenia”.
Jeśli na etykiecie widnieje Brazylia, Argentyna lub Paragwaj, należy mieć świadomość, że są to kraje, w których standardy stosowania hormonów wzrostu różnią się od tych obowiązujących w Europie. Eksperci radzą, aby w najbliższym czasie wybierać wołowinę od sprawdzonych, krajowych dostawców, oznaczonych certyfikatami takimi jak „Produkt Polski” lub systemami jakościowymi typu QMP (Quality Meat Program). Polskie mięso wołowe podlega rygorystycznym kontrolom na każdym etapie produkcji, co w obecnej sytuacji stanowi najpewniejszą gwarancję bezpieczeństwa.
Podsumowanie: Co dalej z importem z Brazylii?
Afera ze skażoną wołowiną rzuca cień na relacje handlowe między Unią Europejską a krajami Mercosur. Dla Polski jest to sygnał ostrzegawczy, że systemy kontroli granicznej i przepływu informacji muszą zostać uszczelnione. Choć obecnie nie ma potwierdzonych przypadków zatruć czy wykrycia estradiolu w konkretnych polskich partiach, sam fakt trzymiesięcznego milczenia służb budzi uzasadniony niepokój.
Wnioski dla konsumentów i rynku są jasne:
- Czekamy na oficjalne wyniki badań laboratoryjnych prowadzonych przez IJHARS, które ostatecznie potwierdzą lub wykluczą obecność hormonów w handlu detalicznym.
- Należy spodziewać się zaostrzenia przepisów dotyczących importu mięsa z Ameryki Południowej na poziomie ogólnokrajowym.
- Transparentność działań GIW i IJHARS będzie w najbliższych dniach pod szczególną obserwacją mediów i organizacji konsumenckich.
Sprawa skażonej wołowiny to kolejny dowód na to, że w dobie globalnego handlu żywnością, informacja o zagrożeniu musi rozchodzić się szybciej niż sam produkt, a opóźnienia w komunikacji mogą mieć poważne skutki dla zaufania obywateli do instytucji państwowych.

