W polskiej debacie publicznej trwa ostra wymiana zdań dotycząca statusu nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, którzy złożyli ślubowanie przed Marszałkiem Sejmu, a nie przed Prezydentem RP. Poseł Prawa i Sprawiedliwości, Marcin Horała, w rozmowie z Radiem RMF24 nie przebierał w słowach, oceniając te wydarzenia jako prawne kuriozum. Zdaniem polityka, osoby biorące udział w takim procesie mogą w przyszłości szukać drogi ucieczki od odpowiedzialności karnej, powołując się na stan niepoczytalności.
Sprawa ślubowania sędziów TK w obecności Marszałka Sejmu wywołała głęboki podział wśród ekspertów oraz polityków. Podczas gdy obecna większość parlamentarna wskazuje na legalność swoich działań, opozycja podnosi argumenty o rażącym naruszeniu konstytucyjnych procedur. Marcin Horała podkreślił, że w jego ocenie działania te są pozbawione mocy prawnej, a sytuacja przypomina raczej scenariusz, w którym osoba postronna na ulicy ogłasza się sędzią, co w normalnych warunkach wymagałoby interwencji medycznej, a nie politycznej akceptacji.
Konstytucyjne „wątpliwości” i spór o liczbę sędziów
Podczas wywiadu Marcin Horała odniósł się również do szerszego kontekstu funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego. Poseł PiS przyznał, że obecny rozdział Konstytucji dotyczący TK jest „wadliwy i wymaga zmiany”. Mimo to zaznaczył, że dopóki ustawa zasadnicza obowiązuje w obecnym kształcie, musi być bezwzględnie przestrzegana przez wszystkie organy państwa.
Kluczowym punktem sporu pozostaje liczba sędziów w Trybunale. Według wyliczeń Horały, w TK zasiada obecnie 11 sędziów. Polityk otwarcie podważa status osób wybranych przez Sejm, które pominęły wymóg złożenia ślubowania przed głową państwa. Taka interpretacja sprawia, że w polskim systemie prawnym funkcjonują obecnie dwa sprzeczne ze sobą obozy interpretacyjne, co paraliżuje pracę najważniejszych instytucji w kraju.
„Skompromitowani” konstytucjonaliści?
Poseł PiS nie oszczędził również środowiska naukowego. Komentując opinie konstytucjonalistów, którzy uznali ślubowanie przed Marszałkiem Sejmu za prawomocne, Horała stwierdził, że są oni „absolutnie skompromitowani”. Według niego, jeszcze dekadę temu w doktrynie prawniczej panował konsensus, a obecne różnice zdań wynikają wyłącznie z sympatii politycznych.
- Upolitycznienie nauki: Horała zarzucił części ekspertów, że „zaślepienie polityczne” przysłoniło im rzetelną wykładnię prawa.
- Historyczna perspektywa: Poseł przyznał, że w przeszłości również jego obóz polityczny mógł działać „po bandzie”, jednak obecną sytuację ocenia jako znacznie poważniejszą.
- Ignorancja prawa: Zdaniem polityka, różnica między dawnymi sporami a obecną sytuacją polega na tym, że obecnie prawo jest całkowicie ignorowane, a nie tylko różnie interpretowane.
Konsekwencje dla obywateli i państwa
Pytany o to, czy w sporze o TK chodzi wyłącznie o władzę, Horała przyznał, że „w pewnym sensie niestety tak”. Dla obywateli oznacza to jednak przede wszystkim niepewność co do prawomocności wyroków wydawanych przez sędziów, których status jest kwestionowany przez znaczącą część klasy politycznej.
Sytuacja ta prowadzi do pogłębienia kryzysu zaufania do instytucji państwowych. Jeśli spór nie zostanie rozwiązany na drodze ustawowej lub poprzez orzecznictwo, którego nikt nie będzie podważał, Polska może stanąć przed widmem trwałego paraliżu sądownictwa konstytucyjnego. Wnioski płynące z debaty są jasne: bez konsensusu politycznego w sprawie przestrzegania procedur, każda kolejna decyzja personalna w TK będzie rodzić ryzyko podważenia jej legalności przed przyszłymi sądami czy Trybunałem Stanu.

