Województwo warmińsko-mazurskie stało się miejscem nietypowego i niepokojącego zdarzenia, które zmusiło lokalne służby do podjęcia pilnych działań. Policja z Lidzbarka Warmińskiego prowadzi intensywne poszukiwania w prywatnym stawie w miejscowości Markajmy. Powodem jest tajemniczy otwór o średnicy około 30 centymetrów, który pojawił się w pokrywie lodowej. Mimo użycia zaawansowanego sprzętu, w tym sonaru i podwodnego drona, do tej pory nie udało się ustalić pochodzenia ani charakteru obiektu, który spowodował to uszkodzenie.
Zgłoszenie, które wpłynęło do służb, wywołało natychmiastową reakcję. Chociaż początkowo spekulowano o kosmicznym pochodzeniu, weryfikacja faktów wykluczyła najbardziej sensacyjne hipotezy. Sytuacja pozostaje jednak nierozwiązana, a służby zapowiadają wznowienie badań. Artykuł analizuje, jakie kroki podjęto i dlaczego zagadka z Markajm wciąż budzi niepokój.
Alarm w Markajmach. Kiedy powstał otwór i dlaczego służby zareagowały?
Incydent miał miejsce na terenie prywatnej posesji w Markajmach, w gminie Lidzbark Warmiński. Zgłaszający poinformował służby o odkryciu 28 stycznia. W pokrywie lodowej stawu, który jest częścią prywatnego terenu, widoczny był idealnie okrągły otwór, otoczony wyraźnymi pęknięciami. To właśnie charakterystyczny kształt i towarzyszące mu uszkodzenia wzbudziły największe obawy.
Właściciel posesji, zaniepokojony nietypowym odkryciem, najpierw powiadomił lokalny samorząd. Dopiero po wstępnej ocenie sytuacji, do akcji wkroczyła policja. We wtorek, po otrzymaniu formalnego zgłoszenia, funkcjonariusze udali się na miejsce, aby wspólnie z innymi służbami, w tym prawdopodobnie strażą pożarną i ekspertami, podjąć próbę wyjaśnienia okoliczności.
Szybka reakcja służb była podyktowana koniecznością wykluczenia zagrożenia. Chociaż staw jest prywatny, potencjalne pochodzenie obiektu — np. fragmenty maszyn lub materiały niebezpieczne — wymagały natychmiastowej weryfikacji i zabezpieczenia terenu. Priorytetem było ustalenie, czy obiekt wciąż znajduje się na dnie i czy stanowi zagrożenie ekologiczne lub fizyczne.
Śledztwo na lodzie. Sonar i podwodny dron w akcji
Aby zbadać dno stawu bez konieczności niszczenia lodu lub wchodzenia do zimnej wody, śledczy zastosowali zaawansowane metody poszukiwawcze. W pierwszym etapie poszukiwań użyto sonaru. Technologia ta pozwala na tworzenie obrazu akustycznego dna, wykrywając wszelkie nietypowe obiekty lub anomalie pod powierzchnią wody.
Gdy sonar nie dostarczył jednoznacznych dowodów, do akcji włączono podwodnego drona. Ten zdalnie sterowany pojazd, wyposażony w kamery, miał za zadanie wizualnie potwierdzić obecność jakichkolwiek szczątków na dnie. Mimo dokładnego przeczesania obszaru pod otworem i w jego pobliżu, rezultaty były zaskakujące – nie znaleziono absolutnie niczego, co mogłoby wytłumaczyć powstanie 30-centymetrowej dziury.
Brak znalezisk komplikuje śledztwo. Jeśli coś uderzyło w lód z taką siłą, że przebiło grubą warstwę i spowodowało pęknięcia, logiczne jest, że obiekt powinien spocząć na dnie. Eksperci rozważają teraz możliwość, że obiekt był na tyle mały lub lekki, że uległ całkowitemu rozkładowi lub został porwany przez prądy, choć w małym stawie jest to mało prawdopodobne.
Odłamki rakiety wykluczone. Co faktycznie mogło spaść z nieba?
Jedną z pierwszych hipotez, która pojawiła się w mediach i wśród mieszkańców, była możliwość, że otwór jest efektem uderzenia fragmentu chińskiej rakiety. Kilka dni po odkryciu, w przestrzeni powietrznej nad Polską faktycznie doszło do deorbitacji elementów chińskiego sprzętu kosmicznego.
Jednak policja i eksperci szybko wykluczyli tę możliwość. Zgłoszenie o otworze wpłynęło 28 stycznia, natomiast deorbitacja nastąpiła dwa dni później, 30 stycznia. Daty te nie zgadzają się, co definitywnie odrzuca teorię o kosmicznych śmieciach w tym konkretnym przypadku.
Jeśli nie był to odłamek rakiety, co mogło spowodować tak precyzyjny i silny impakt? Wśród alternatywnych, bardziej przyziemnych hipotez, rozważane są: duży, bardzo twardy meteoryt (który mógł ulec fragmentacji po uderzeniu), nietypowe zjawiska geologiczne lub, co najmniej prawdopodobne, celowe działanie człowieka. Jednak brak jakichkolwiek śladów na dnie stawia pod znakiem zapytania wszystkie te teorie.
Dalsze kroki śledztwa. Kiedy zagadka z Markajm zostanie rozwiązana?
Mimo braku początkowych wyników, służby nie zamierzają rezygnować. Policja z Lidzbarka Warmińskiego potwierdziła, że miejsce zdarzenia zostanie ponownie sprawdzone. Nowe poszukiwania mogą wymagać użycia bardziej zaawansowanego sprzętu lub nawet częściowego spuszczenia wody ze stawu, jeśli warunki pogodowe na to pozwolą i jeśli śledztwo nie ruszy z miejsca.
Właściciel stawu oczekuje na ostateczne ustalenia, ponieważ niewyjaśniony charakter zdarzenia budzi niepokój i uniemożliwia normalne korzystanie z terenu. Służby podkreślają, że dopóki nie zostanie wykluczone ryzyko, obszar ten pozostaje pod ścisłą obserwacją.
Sprawa z Markajm stanowi rzadki przykład, kiedy nawet nowoczesna technologia nie jest w stanie natychmiastowo wyjaśnić, co spowodowało fizyczne uszkodzenie terenu. Wyniki kolejnych poszukiwań będą kluczowe dla zamknięcia tej tajemniczej sprawy, która wciąż pozostaje jedną z najbardziej intrygujących zagadek na Warmii.

