Prezydent USA Donald Trump oficjalnie potwierdził wprowadzenie 10-procentowego globalnego cła na towary importowane do Stanów Zjednoczonych. Decyzja ta, ogłoszona bezpośrednio z Gabinetu Owalnego, stanowi natychmiastową reakcję na niedawny wyrok Sądu Najwyższego USA, który unieważnił wcześniejsze taryfy wprowadzone przez administrację w 2025 roku. Nowe przepisy wchodzą w życie tuż po północy 24 lutego czasu wschodnioamerykańskiego, co oznacza potężne zmiany w globalnym handlu, które odczują również polscy przedsiębiorcy oraz konsumenci na całym świecie. Trump określił działanie sędziów jako „żałosne” i zapowiedział, że nowa strategia pozwoli zebrać budżetowi USA jeszcze więcej środków niż planowano pierwotnie.
Sytuacja jest dynamiczna, ponieważ Biały Dom zdecydował się na wykorzystanie alternatywnych ścieżek prawnych, aby ominąć blokadę sądową. Zamiast opierać się na kwestionowanych wcześniej przepisach, prezydent sięgnął po sekcję 122 ustawy o handlu (Trade Act). Pozwala ona na nałożenie tymczasowych taryf w celu ochrony równowagi płatniczej kraju. Dla rynków finansowych i eksporterów to jasny sygnał: era protekcjonizmu w USA wchodzi w nową, jeszcze bardziej agresywną fazę, a niepewność handlowa stanie się nową codziennością w relacjach z Waszyngtonem.
Nowe taryfy celne wchodzą w życie. Co dokładnie podpisał Donald Trump?
Podpisana przez prezydenta proklamacja wprowadza tzw. tymczasową opłatę importową w wysokości 10 proc. ad valorem. Zgodnie z oficjalnym komunikatem Białego Domu, nowe stawki będą obowiązywać przez okres 150 dni. Jest to maksymalny czas przewidziany przez sekcję 122 ustawy o handlu, chyba że Kongres zdecyduje o jego przedłużeniu lub administracja znajdzie inną podstawę prawną do kontynuacji tej polityki. Donald Trump podkreślił w mediach społecznościowych, że jest to „wielki zaszczyt” móc podpisać dokument, który ma chronić amerykański przemysł przed zagraniczną konkurencją.
W praktyce oznacza to, że niemal każdy produkt wysyłany do USA z Europy, Azji czy Ameryki Południowej zostanie obciążony dodatkowym podatkiem na granicy. Eksperci wskazują, że tak szeroko zakrojone działanie nie ma precedensu w najnowszej historii gospodarczej Stanów Zjednoczonych. Kluczowym celem administracji jest nie tylko zwiększenie wpływów do budżetu, ale przede wszystkim wymuszenie na partnerach handlowych nowych ustępstw i renegocjacji umów bilateralnych. Dla polskich firm eksportujących meble, części samochodowe czy wyroby metalowe, oznacza to konieczność natychmiastowej rewizji marż i strategii cenowych na rynku amerykańskim.
Lista wyjątków – te produkty nie zostaną objęte 10-procentowym cłem
Mimo globalnego charakteru nowej taryfy, Biały Dom przewidział szereg istotnych wyłączeń. Ma to na celu ochronę amerykańskich konsumentów przed gwałtownym wzrostem cen produktów pierwszej potrzeby oraz zabezpieczenie ciągłości produkcji w sektorach zależnych od surowców, których USA nie posiadają w wystarczającej ilości. Cłem nie zostaną objęte:
- Minerały krytyczne i metale: Kluczowe dla sektora technologicznego i zbrojeniowego.
- Energia i produkty energetyczne: W tym ropa naftowa i gaz, co ma zapobiec skokom cen na stacjach paliw.
- Zasoby naturalne i nawozy: Produkty, których nie można wytworzyć w USA lub których podaż krajowa jest niewystarczająca.
- Żywność: Wyłączono m.in. wołowinę, pomidory oraz pomarańcze.
- Wyroby medyczne: Leki i specjalistyczny sprzęt ratujący życie.
- Książki i wybrane części sprzętu elektronicznego: Elementy niezbędne do serwisowania istniejącej infrastruktury.
Warto zauważyć, że lista ta jest precyzyjnie skonstruowana tak, aby uderzyć w gotowe produkty eksportowe innych państw, jednocześnie nie paraliżując amerykańskiego łańcucha dostaw. Niemniej jednak, dla większości towarów konsumpcyjnych, od odzieży po zaawansowaną elektronikę użytkową, podwyżka o 10 proc. stanie się faktem już od najbliższego poniedziałku.
Odpowiedź na „żałosną” decyzję Sądu Najwyższego – konflikt na szczytach władzy
Decyzja o nałożeniu nowych ceł jest bezpośrednim pokłosiem piątkowego werdyktu Sądu Najwyższego USA. Sędziowie uznali, że większość taryf wprowadzonych przez Trumpa w 2025 roku na podstawie ustawy IEEPA (International Emergency Economic Powers Act) była niezgodna z prawem lub przekraczała uprawnienia prezydenta. Reakcja Donalda Trumpa była natychmiastowa i niezwykle ostra. W serwisie Truth Social prezydent stwierdził, że sędziowie głosujący przeciwko jego metodom „powinni się wstydzić”, a ich orzeczenie nazwał „żałosnym”.
Co ciekawe, Trump interpretuje wyrok sądu w sposób paradoksalny. Twierdzi on, że choć sędziowie zablokowali poprzednie cła, to jednocześnie potwierdzili jego szerokie uprawnienia w innych obszarach, takich jak możliwość samodzielnego nakładania embarga. Przejście na sekcję 122 ustawy o handlu to manewr prawny, który ma pokazać determinację Białego Domu. Administracja zapowiedziała już, że resort handlu rozpocznie równoległe dochodzenia w sprawie „nieuczciwych praktyk handlowych” innych państw, co w przyszłości może zaowocować jeszcze wyższymi, celowanymi taryfami, które zastąpią obecną, tymczasową opłatę 10-procentową.
Co to oznacza dla polskiej gospodarki i konsumentów w 2025 roku?
Dla Polski, która jest istotnym partnerem handlowym USA w Europie Środkowej, decyzja Trumpa to poważne wyzwanie. Stany Zjednoczone są jednym z kluczowych kierunków dla polskiego eksportu maszyn, urządzeń elektrycznych oraz produktów z drewna. Wzrost kosztów o 10 proc. może znacząco obniżyć konkurencyjność polskich towarów na tamtejszym rynku, zwłaszcza w starciu z lokalnymi producentami z USA, którzy nie są obciążeni tym podatkiem. Eksperci ostrzegają, że może to doprowadzić do zmniejszenia wolumenu zamówień i konieczności szukania alternatywnych rynków zbytu przez rodzime firmy.
Z perspektywy globalnej, ruch USA może wywołać reakcję łańcuchową. Unia Europejska oraz Chiny prawdopodobnie rozważą wprowadzenie cieł odwetowych na amerykańskie towary, co grozi pełnoskalową wojną handlową. Dla przeciętnego obywatela oznacza to ryzyko dalszej inflacji – droższe komponenty z USA przełożą się na wyższe ceny elektroniki czy oprogramowania w Europie. Donald Trump pozostaje jednak nieugięty, twierdząc, że „proces dostosowywania” właśnie się rozpoczął, a celem nadrzędnym jest zgromadzenie rekordowych wpływów do amerykańskiego skarbca, co ma sfinansować obniżki podatków wewnętrznych w Stanach Zjednoczonych.
Podsumowanie: Jak przygotować się na zmiany w handlu z USA?
Wprowadzenie 10-procentowego cła to fakt, z którym światowy biznes musi się zmierzyć natychmiast. Przedsiębiorcy prowadzący wymianę handlową z USA powinni przede wszystkim dokładnie zweryfikować kody celne swoich produktów, aby sprawdzić, czy nie znajdują się one na liście wyłączeń (np. minerały krytyczne czy leki). Warto również monitorować kolejne kroki Departamentu Handlu USA, ponieważ zapowiedziane dochodzenia dotyczące „nieuczciwych praktyk” mogą przynieść kolejne zmiany w taryfach po upływie 150-dniowego okresu przejściowego.
Sytuacja polityczna w Waszyngtonie sugeruje, że Donald Trump nie cofnie się przed eskalacją napięć handlowych, wykorzystując każdą dostępną lukę prawną. Dla inwestorów i firm kluczowe będzie teraz elastyczne podejście do łańcuchów dostaw oraz uwzględnienie ryzyka politycznego w długoterminowych kontraktach. Najbliższe miesiące pokażą, czy agresywna polityka celna Trumpa przyniesie oczekiwany przez niego efekt „powrotu przemysłu do USA”, czy też doprowadzi do globalnego spowolnienia gospodarczego, którego skutki odczujemy wszyscy.

