Wojna handlowa między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi wchodzi w fazę eskalacji. W odpowiedzi na najnowsze groźby Donalda Trumpa dotyczące nałożenia ceł na kraje europejskie sprzeciwiające się aneksji Grenlandii, Bruksela podjęła konkretne kroki odwetowe. Unia Europejska jest gotowa wstrzymać ratyfikację kluczowej umowy handlowej z USA. Co ważniejsze, europarlamentarzyści i Komisja Europejska poważnie rozważają użycie najpotężniejszego narzędzia w swoim arsenale – tzw. „bazooki handlowej”.
Sytuacja jest na tyle poważna i pilna, że na niedzielę, 18 stycznia, zwołano nadzwyczajne posiedzenie ambasadorów unijnych. Tematem rozmów za zamkniętymi drzwiami będzie wyłącznie reakcja na ultimatum prezydenta USA. Konsekwencje ewentualnej, pełnoskalowej wojny taryfowej dotkną bezpośrednio europejską gospodarkę i mogą uderzyć w amerykańskie giganty technologiczne działające na kontynencie.
To koniec nadziei na pokojowe porozumienie. Europejskie partie polityczne jednogłośnie domagają się zawieszenia wszelkich dalszych prac nad umową celną, przygotowując grunt pod zdecydowany odwet na amerykańskie taryfy.
Koniec z umową handlową? Decyzja największych frakcji PE
O ile jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że porozumienie handlowe negocjowane przez Ursulę von der Leyen z Donaldem Trumpem pozwoli uniknąć otwartego konfliktu, o tyle najnowsze groźby prezydenta USA całkowicie zmieniły optykę. Porozumienie, które wymagało jeszcze formalnego zatwierdzenia przez Parlament Europejski, zostało w praktyce zamrożone.
Manfred Weber, przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej (EPL) – największej frakcji w PE – ogłosił, że zatwierdzenie umowy jest obecnie niemożliwe. „EPL popiera umowę handlową UE-USA, ale w świetle gróźb Donalda Trumpa dotyczących Grenlandii, zatwierdzenie nie jest możliwe na tym etapie” – napisał Weber, dodając, że unijne zobowiązanie do obniżenia ceł na amerykańskie produkty musi zostać zawieszone.
Do EPL dołączyły inne kluczowe ugrupowania. Socjaldemokraci (S&D), liberałowie z Odnowić Europę (Renew) oraz Zieloni apelowali już wcześniej o „strategiczną pauzę”. Iratxe García Pérez, szefowa S&D, wezwała do natychmiastowego działania: „Musimy działać teraz: zawiesić negocjacje w sprawie umowy handlowej między UE i USA i uruchomić instrument antyprzemocowy”.
Jednomyślność głównych frakcji oznacza, że ratyfikacja umowy handlowej została praktycznie zablokowana. Zgodnie z jej zapisami, większość towarów z UE miała być objęta 15-procentowym cłem w USA, w zamian za zniesienie przez Unię ceł na amerykańskie produkty przemysłowe i wybrane artykuły rolne. Teraz porozumienie trafi do zamrażarki.
10 procent cła na 8 krajów. Szczegóły ultimatum Trumpa
Bezpośrednią przyczyną eskalacji jest ultimatum Donalda Trumpa związane z amerykańskimi planami przejęcia Grenlandii. Prezydent USA zapowiedział wprowadzenie 10-procentowych ceł na produkty pochodzące z ośmiu krajów europejskich, które krytycznie odniosły się do tych działań.
Taryfy mają dotknąć towary z: Danii, Norwegii, Szwecji, Finlandii, Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii oraz Holandii. To bezprecedensowy nacisk ekonomiczny wymierzony w kluczowe gospodarki Europy. Trump postawił jasny warunek: taryfy mają obowiązywać do czasu sfinalizowania umowy dotyczącej zakupu wyspy.
Konsekwencje mogą być jeszcze bardziej dotkliwe. Jeśli do 1 czerwca nie dojdzie do porozumienia satysfakcjonującego USA, stawka cła ma wzrosnąć do 25 procent. Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen oraz przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa wydali wspólne oświadczenie, podkreślając, że cła mogłyby poważnie osłabić stosunki transatlantyckie.
Czym jest „bazooka handlowa”? Nowe narzędzie odwetu UE
W obliczu presji, Bruksela coraz głośniej mówi o „opcji atomowej” – instrumencie przeciwdziałania przymusowi gospodarczemu (Anti-Coercion Instrument, ACI), potocznie nazywanym „bazooką handlową”. Jest to narzędzie, które do tej pory nigdy nie zostało użyte, a które pozwala na zdecydowaną i szybką reakcję na presję ekonomiczną ze strony państw trzecich.
ACI został formalnie przyjęty przez Unię Europejską w 2023 roku, właśnie w odpowiedzi na rosnące napięcia handlowe z potęgami takimi jak Chiny i USA. Ma służyć jako narzędzie odstraszające i wzmacniające pozycję negocjacyjną UE.
W praktyce „bazooka handlowa” umożliwia Komisji Europejskiej nakładanie środków odwetowych, które wykraczają poza tradycyjne taryfy. UE mogłaby uderzyć w amerykańskie usługi, ograniczenia inwestycji, dostęp do zamówień publicznych, stosowanie restrykcji dotyczących własności intelektualnej oraz oczywiście podwyższanie ceł.
Najbardziej realnym i bolesnym dla USA uderzeniem byłoby zastosowanie ACI wobec amerykańskich platform cyfrowych i inwestycji w Europie. Byłby to poważny krok, który oznaczałby de facto rozpoczęcie regularnej, pełnoskalowej wojny handlowej.
Eskalacja sporu: Co to oznacza dla Polski i Europy?
Decyzja o zawieszeniu umowy handlowej i groźba użycia ACI to sygnał, że Unia Europejska nie zamierza ustąpić przed szantażem ekonomicznym. Choć Polska nie znalazła się na liście ośmiu krajów objętych bezpośrednią groźbą ceł, eskalacja sporu handlowego z USA dotknie całą strefę euro poprzez zakłócenia łańcuchów dostaw i wzrost niepewności rynkowej.
Zastosowanie ACI wymaga wniosku Komisji Europejskiej i zgody Rady UE, co czyni ten proces politycznie skomplikowanym, ale wykonalnym. Kathleen Van Brempt z S&D nazwała działania Trumpa „skandalicznymi” i podkreśliła, że zatwierdzenie umowy handlowej w obecnej sytuacji byłoby „nierozsądne”.
Eksperci ostrzegają, że jeśli Bruksela faktycznie sięgnie po „bazookę handlową”, konflikt może wymknąć się spod kontroli. Chociaż ACI jest potężnym narzędziem odstraszającym, jego użycie oznacza poważne ryzyko dla stosunków transatlantyckich, które już teraz znajdują się w historycznie niskim punkcie. Najbliższe dni, w szczególności nadzwyczajne posiedzenie ambasadorów, pokażą, czy UE zdecyduje się na pełną konfrontację.

