Na początku stycznia 2026 r. Zakład Ubezpieczeń Społecznych ma rozpocząć szerokie przeliczenie wybranych emerytur i rent, związane z tzw. „emeryturami czerwcowymi”. Chodzi o grupę seniorów, którzy w latach 2009–2019 nabyli prawo do emerytury w czerwcu i – na skutek niekorzystnego mechanizmu waloryzacji kapitału – przez lata pobierali świadczenia niższe, niż gdyby złożyli wniosek miesiąc wcześniej lub później. Zgodnie z zapowiedziami pierwsze wyższe przelewy mają ruszyć 2 stycznia 2026 r., bo 1 stycznia jest dniem ustawowo wolnym. Co ważne, nie ma chodzić o zwykłą waloryzację (ta tradycyjnie przypada w marcu), lecz o korektę, która ma trwale podnieść „bazę” świadczenia i w konsekwencji wpłynąć także na część rent rodzinnych.
Dla wielu osób starszych brzmi to jak spóźniona, ale realna naprawa krzywd. „Emerytury czerwcowe” od lat są symbolem problemu, w którym o wysokości dożywotniego świadczenia decydował nie kapitał i staż pracy, lecz… miesiąc złożenia wniosku. Seniorzy, którzy przechodzili na emeryturę w czerwcu, często dowiadywali się o różnicy dopiero po otrzymaniu decyzji z ZUS albo porównaniu świadczeń z osobami z podobnym przebiegiem pracy, które złożyły wniosek w maju lub lipcu. Skala rozbieżności – według opisu w materiale źródłowym – miała sięgać nawet 200–400 zł miesięcznie.
Temat wraca teraz z nową siłą, bo styczeń 2026 ma być momentem wdrożenia rozwiązań naprawczych. Warto jednak odróżnić dwie rzeczy: coroczną waloryzację świadczeń (zwykle w marcu) oraz przeliczenie wynikające z korekty sposobu obliczania podstawy emerytury. To drugie jest dla beneficjentów znacznie bardziej odczuwalne, bo nie polega na procentowym podniesieniu kwoty, lecz na zmianie punktu wyjścia – a więc na trwałym „podciągnięciu” świadczenia na stałe.
Dlaczego „emerytury czerwcowe” były zaniżone i co zmienia przeliczenie w 2026 roku
Źródłem problemu była konstrukcja waloryzacji składek i kapitału w systemie emerytalnym. W uproszczeniu: w różnych miesiącach roku zastosowanie miały inne mechanizmy waloryzacji – roczna i kwartalna – a zestaw wskaźników, które „wchodziły” do wyliczenia, zależał od terminu złożenia wniosku. Osoby składające wniosek o emeryturę w czerwcu miały znajdować się w niekorzystnym położeniu, bo – jak opisano – traciły dostęp do waloryzacji kwartalnej obejmującej pierwszy kwartał roku. W konsekwencji ich zwaloryzowany kapitał był niższy, a to automatycznie oznaczało niższą emeryturę wyliczaną na całe życie.
Co kluczowe, nie chodziło o kilkuzłotowe różnice. W dyskusjach publicznych wokół „czerwcowej pułapki” wielokrotnie podkreślano, że w systemie opartym na kapitale składkowym nawet pozornie drobna różnica w waloryzacji potrafi przełożyć się na stałą, comiesięczną dysproporcję. Jeśli ktoś pobiera emeryturę przez kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, strata liczona jest już nie w setkach, lecz w dziesiątkach tysięcy złotych.
Problem został częściowo rozwiązany dla nowych emerytów kilka lat temu, ale – jak wynika z przytoczonego opisu – tysiące osób, które przeszły na emeryturę w czerwcu w latach 2009–2019, pozostało z zaniżonymi świadczeniami. To właśnie ta grupa ma być głównym beneficjentem styczniowego przeliczenia.
W tle pojawiają się również wątki instytucjonalne: materiał wskazuje, że do zmiany przyczyniły się rozstrzygnięcia i nowelizacje, które „otworzyły drogę” do wyrównania. Przekaz jest jasny: ZUS ma ponownie przeliczyć podstawę świadczeń, stosując korzystniejsze wskaźniki waloryzacji, tak jakby niekorzystny „czerwcowy” mechanizm nie zadziałał.
Istotny jest też aspekt praktyczny: przeliczenie ma „podnieść bazę”, a więc kwotę, od której liczone będą kolejne waloryzacje. Oznacza to, że w marcu 2026 r., gdy ZUS przeprowadzi standardową waloryzację roczną, procentowy wzrost zostanie naliczony od już wyższej kwoty. Dla części seniorów może to oznaczać „podwójny efekt” w jednym roku: najpierw korektę w styczniu, a potem waloryzację w marcu.
Przelewy od 2 stycznia i lista uprawnionych. Kto powinien sprawdzić konto i decyzje ZUS
Z zapowiedzi wynika, że ZUS jest przygotowany do rozpoczęcia wypłat przeliczonych świadczeń od 2 stycznia 2026 r. (piątek), ponieważ 1 stycznia – Nowy Rok – jest dniem wolnym. Dla wielu seniorów pierwszym sygnałem zmiany będzie po prostu wyższy przelew na koncie, ale równolegle należy spodziewać się korespondencji lub informacji w systemach elektronicznych, z których korzystają świadczeniobiorcy.
Kto ma największą szansę na podwyżkę?
1) Osoby, które przeszły na emeryturę w czerwcu w latach 2009–2019.
To rdzeń problemu i – według opisu – grupa, która przez lata ponosiła skutki niekorzystnych przeliczników. Skala zjawiska bywa szacowana na dziesiątki tysięcy osób. Ich świadczenia mają zostać skorygowane poprzez zmianę sposobu waloryzacji kapitału przyjętego do obliczeń.
2) Osoby, którym ZUS ustalił emeryturę w czerwcu „z urzędu”.
Dotyczy to np. przypadków, gdy ktoś pobierał wcześniej rentę, a w czerwcu w latach 2009–2019 osiągnął wiek emerytalny i nastąpiło formalne przejście na emeryturę. Jeśli moment ustalenia emerytury przypadał na czerwiec, mechanizm zaniżenia – według opisu – mógł działać podobnie.
3) Osoby pobierające renty rodzinne po „czerwcowych emerytach”.
To wątek szczególnie ważny społecznie, bo pokazuje, że problem nie dotyczy wyłącznie samych emerytów, ale także ich rodzin. Jeżeli zmarły małżonek lub rodzic miał zaniżoną emeryturę, to renta rodzinna wyliczona na jej podstawie również była zaniżona. Podniesienie „bazowej” emerytury zmarłego może więc podnieść świadczenie wypłacane dziś wdowie, wdowcowi lub uprawnionym dzieciom.
W praktyce oznacza to, że w styczniu 2026 r. część seniorów powinna szczególnie uważnie obserwować: korespondencję z ZUS, decyzje administracyjne (jeśli będą doręczane), a także historię wpływów na konto. Jednocześnie warto zachować ostrożność: wiele osób w podobnych momentach staje się celem prób oszustw „na ZUS”, dlatego wszelkie prośby o podawanie danych logowania czy numerów kart płatniczych należy traktować jako sygnał alarmowy.
Kontekstem dla styczniowej operacji jest ogólna sytuacja finansowa seniorów. W drugiej połowie 2025 r. minimalna emerytura – według przytoczonych szacunków – oscyluje w okolicach 1900 zł brutto, a przeciętna emerytura wypłacana przez ZUS ma przekraczać 3600–3700 zł brutto, choć sama średnia nie oddaje typowej wysokości świadczeń (wskazywana jest różnica między średnią a najczęściej wypłacaną kwotą). Przy takich realiach nawet kilkaset złotych miesięcznie może decydować o tym, czy budżet domowy „spina się” w obliczu kosztów energii, żywności i leków.
Z punktu widzenia systemu społecznego styczeń 2026 będzie więc nie tylko „techniczną operacją” ZUS, ale też sprawdzianem zaufania do państwa: czy potrafi skorygować błąd, który latami różnicował świadczenia osób o podobnym stażu i składkach. Dla beneficjentów najważniejsza jest jednak prosta konsekwencja: jeżeli ktoś był objęty „pułapką czerwca”, to od początku 2026 r. jego świadczenie ma być wyższe nie tymczasowo, lecz trwale – a więc wpływać na każdy kolejny miesiąc i na przyszłe waloryzacje.

