Tragiczny pożar, który wybuchł w sylwestrową noc w klubie Le Constellation w szwajcarskim kurorcie Crans-Montana, zebrał potworne żniwo. W wyniku katastrofy zginęło około 40 osób, a 119 zostało rannych, w tym większość ciężko. Nowe ustalenia śledztwa rzucają światło na przyczyny tak dużej liczby ofiar. Okazuje się, że kluczową rolę odegrały poważne uchybienia konstrukcyjne oraz użycie łatwopalnych materiałów.

Jak donoszą szwajcarskie media, w tym dziennik „Blick”, podczas renowacji lokalu przeprowadzonej w 2015 roku, zwężono kluczową klatkę schodową. Ta zmiana, mająca prawdopodobnie zwiększyć przestrzeń użytkową klubu, w momencie wybuchu ognia zamieniła się w śmiertelną pułapkę. Wąskie przejście uniemożliwiło szybką ewakuację przerażonemu tłumowi, który rzucił się do ucieczki. W piwnicy, gdzie wybuchł pożar, panował chaos, potęgowany przez błyskawicznie rozprzestrzeniający się ogień.

Śmiertelna pułapka: Jak zwężenie klatki schodowej przyczyniło się do tragedii

Głównym problemem, który ujawnił się w krytycznym momencie ewakuacji, była drastycznie zmniejszona przepustowość schodów. Według ustaleń szwajcarskiego dziennika „Blick”, schody prowadzące z dolnego poziomu klubu zostały znacznie zwężone podczas renowacji sprzed dekady. Materiały opublikowane przez portal, w tym zdjęcia z 2015 roku, potwierdzają te zmiany.

W momencie, gdy w lokalu wybuchł pożar, wąska klatka schodowa stała się krytycznym wąskim gardłem. Osoby próbujące uciec z dolnych poziomów klubu zostały zablokowane, a panika szybko doprowadziła do zatoru. Eksperci ds. bezpieczeństwa podkreślają, że przepisy budowlane dotyczące obiektów użyteczności publicznej, zwłaszcza tych o dużej frekwencji, rygorystycznie określają minimalną szerokość dróg ewakuacyjnych. Zwężenie schodów w Le Constellation mogło stanowić bezpośrednie naruszenie tych norm, co teraz jest przedmiotem intensywnego śledztwa.

Łatwopalny sufit i „zimne ognie”: Bezpośrednie przyczyny katastrofy

Chociaż konstrukcyjne wady lokalu miały wpływ na liczbę ofiar, bezpośrednią przyczyną wybuchu pożaru były iskry z zimnych ogni. Były one zamocowane na butelkach szampana, zgodnie z popularną praktyką w klubach nocnych. Choć „zimne ognie” są zazwyczaj uznawane za bezpieczne, ich bliskość do łatwopalnych materiałów okazała się katastrofalna.

Kolejnym kluczowym czynnikiem, który przyspieszył rozprzestrzenianie się ognia, był materiał użyty do wykończenia wnętrza. W trakcie robót remontowych na suficie lokalu zainstalowano piankowy materiał izolacyjny. Ten typ pianki, często wykonany z poliuretanu, jest wysoce łatwopalny i w kontakcie z ogniem szybko się topi, uwalniając toksyczne opary. Nisko zawieszony sufit, szybko zajmujący się ogniem, sprawił, że cała przestrzeń stała się śmiertelnie niebezpieczna w ciągu zaledwie kilku minut.

Połączenie łatwopalnego sufitu i zablokowanych dróg ewakuacyjnych stworzyło warunki, w których szanse na przeżycie były minimalne. Śledztwo koncentruje się teraz na ustaleniu, czy instalacja tego typu pianki była zgodna ze szwajcarskimi przepisami przeciwpożarowymi.

Właściciel klubu w centrum śledztwa. Kim jest i co zeznał?

Dziennik „Le Parisien” ujawnił w piątek wieczorem nowe informacje dotyczące właściciela baru w Crans-Montanie. Mężczyzna i jego żona, obywatele Francji, którzy prowadzili lokal, zostali przesłuchani przez policję. Choć na razie traktowani są jedynie w charakterze świadków, przeszłość mężczyzny budzi poważne pytania.

Francuski wymiar sprawiedliwości znał właściciela klubu już przed laty. „Le Parisien” podał, że około 30 lat temu mężczyzna był zamieszany w sprawy dotyczące sutenerstwa, a 20 lat temu został aresztowany w Sabaudii w związku ze sprawą dotyczącą oszustwa i uprowadzenia. Choć źródło policyjne zaznaczyło, że właściciel nie działał później w przestępczości zorganizowanej, jego historia dodaje kontekstu do prowadzonego śledztwa.

Właściciel baru, który wypowiedział się dla szwajcarskich mediów po tragedii, podkreślał, że lokal był kontrolowany trzy razy w ciągu ostatnich 10 lat. Ta informacja sugeruje, że albo kontrole były niewystarczające, albo zmiany konstrukcyjne (jak zwężenie klatki schodowej) zostały zignorowane przez lokalne służby nadzoru budowlanego. Żona właściciela, która w czasie pożaru przebywała w barze, odniosła obrażenia.

Identyfikacja ofiar i międzynarodowy wymiar tragedii

Tragedia w Crans-Montana ma wymiar międzynarodowy, co utrudnia proces identyfikacji. Wśród 40 ofiar śmiertelnych oraz 119 rannych znajdują się obywatele wielu państw. Dotychczas potwierdzono, że poszkodowani to Szwajcarzy, Włosi, Francuzi, a także obywatele Serbii, Bośni i Hercegowiny, Belgii, Luksemburga i Portugalii.

Wśród rannych jest również jeden Polak. Stan większości poszkodowanych jest ciężki.

Proces identyfikacji ofiar jest niezwykle trudny ze względu na stan ciał. Wiele rodzin czeka na informacje w specjalnie utworzonym centrum kongresowym w Crans-Montanie, które prasa nazwała już „hangarem bólu”. Konieczne jest przeprowadzenie badań DNA, co znacznie wydłuża czas oczekiwania na ostateczne potwierdzenie tożsamości zmarłych. Ta sytuacja potęguje dramat rodzin, których bliscy zaginęli w sylwestrową noc, stając się ofiarami strukturalnych zaniedbań i niefortunnego splotu wydarzeń.

Obserwuj nasze artykuły na Google News

Naciśnij przycisk oznaczony gwiazdką (★ obserwuj) i bądź na bieżąco

Share.

Tomasz Borysiuk to doświadczony dziennikarz z 15-letnim stażem, specjalizujący się w reportażach śledczych i analizach politycznych. Pracował dla czołowych polskich redakcji, zdobywając liczne nagrody za rzetelność i zaangażowanie w pracy.

Napisz Komentarz

Exit mobile version