W obliczu rosnących cen żywności, w tym jednego z podstawowych produktów spożywczych, jakim jest masło, polski rząd postanowił podjąć działania mające na celu ustabilizowanie sytuacji na rynku. Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych (RARS) ogłosiła przetarg na sprzedaż 1000 ton masła z państwowych rezerw, co ma pomóc złagodzić presję cenową. To kolejny przykład, jak istotnym problemem staje się inflacja i wzrost kosztów życia w Polsce.
Sprzedaż z rezerw – szczegóły przetargu
RARS zaplanowała uwolnienie 1000 ton masła w blokach o wadze 25 kg. Cena wywoławcza została ustalona na 28,38 zł za kilogram, co stanowi atrakcyjną ofertę w porównaniu z cenami detalicznymi. Aktualnie w polskich sklepach cena kostki masła (200 g) potrafi przekroczyć 10 zł, co dla wielu gospodarstw domowych staje się poważnym obciążeniem budżetu.
Rozstrzygnięcie przetargu ma nastąpić 19 grudnia 2024 roku, a w jego ramach sprzedaż zostanie podzielona na trzy główne zadania:
- 497 ton masła wyprodukowanego przez Spółdzielnię Mleczarską Mlekovita,
- 300 ton masła mrożonego od Spółdzielni Mleczarskiej Lacpol,
- 200 ton produktu dostarczonego przez firmę Polmlek Grudziądz.
Według komunikatu Centrum Informacyjnego Rządu, masło przeznaczone na sprzedaż pochodzi z państwowych rezerw żywnościowych. Ich celem jest zapewnienie stabilności rynku i utrzymanie ciągłości dostaw w sytuacjach kryzysowych.
Ceny masła pod lupą – skąd te wzrosty?
W ostatnich miesiącach cena masła w Polsce wzrosła o ponad 30% w skali roku. Zdaniem ekspertów przyczyną takiego stanu rzeczy jest zmniejszona produkcja mleka, co doprowadziło do niedoborów surowca na rynku europejskim. Wzrost cen energii oraz koszty transportu również wpłynęły na sytuację.
Dr Krzysztof Łuczak z Grupy BLIX zauważa, że sytuacja może się jeszcze pogorszyć. „Obserwowane trendy wskazują, że cena kostki masła może wkrótce przekroczyć granicę 10 zł w większości sklepów. Wszystko zależy od dalszego wzrostu cen mleka i energii” – tłumaczy.
Z kolei dane z Europejskiej Giełdy EEX pokazują, że produkty mleczne biją rekordy cenowe, a malejąca podaż stanowi silny impuls do dalszych podwyżek.
Masło jako symbol inflacji
Masło stało się jednym z symboli rosnącej inflacji, która w Polsce od 2019 roku osiągnęła skumulowany poziom 30%. Według danych GUS, masło stanowi 0,5-0,6% wydatków polskich gospodarstw domowych, co oznacza, że z każdych wydanych 100 zł, około 50-60 groszy przeznaczane jest na zakup tego produktu. W porównaniu, na opłaty radiowo-telewizyjne Polacy wydają więcej, bo około 60-70 groszy z każdego 100 zł.
Joanna Tyrowicz, członkini Rady Polityki Pieniężnej, zwróciła uwagę na problem masła w dyskusji na LinkedIn. „Masło stało się jednym z najczęściej poruszanych tematów w ostatnich tygodniach. To pokazuje, jak silnie inflacja wpływa na codzienne życie Polaków” – podkreślała.
Kto jest winny drożyźnie? Polacy wskazują winnych
Dyskusje na temat rosnących cen masła przybrały także wymiar polityczny. Z badania przeprowadzonego przez Instytut Pollster na zlecenie „Super Expressu” wynika, że 52% Polaków obwinia Donalda Tuska za aktualne ceny masła. Na dalszych miejscach znalazł się prezes NBP Adam Glapiński (20%) oraz lider PiS Jarosław Kaczyński (14%).
Tego typu opinie wskazują, że rosnące ceny żywności stały się tematem o kluczowym znaczeniu politycznym, szczególnie w obliczu nadchodzących wyborów.
Czy interwencja RARS wystarczy?
Rząd liczy na to, że sprzedaż masła z rezerw strategicznych wpłynie na ceny detaliczne, łagodząc ich wzrost. Jednak eksperci ostrzegają, że jednorazowa interwencja nie rozwiąże problemów strukturalnych, takich jak wysokie koszty produkcji i rosnąca inflacja.
W pierwszej połowie 2025 roku ceny masła mogą jeszcze wzrosnąć, a działania takie jak uwolnienie rezerw mogą jedynie opóźnić ten proces. Tymczasem konsumenci zmuszeni są do szukania tańszych alternatyw lub ograniczenia zakupów, co odbija się na ich codziennym życiu.