Prezydent Karol Nawrocki podjął stanowcze kroki w sprawie regulacji rynku cyfrowych aktywów, kierując do Sejmu własny projekt ustawy o kryptoaktywach. Ruch ten jest bezpośrednią odpowiedzią na – jak określił to szef Kancelarii Prezydenta RP, Zbigniew Bogucki – „całkowitą indolencję rządu” w tym obszarze. Nowa propozycja ma stanowić alternatywę dla rozwiązań przygotowanych przez Ministerstwo Finansów, które zdaniem otoczenia prezydenta, są zbyt restrykcyjne i mogą uderzać w wolności obywatelskie oraz przedsiębiorców.
Spór o kształt przepisów dotyczących kryptowalut trwa w Polsce od miesięcy. Prezydent Nawrocki już dwukrotnie wetował ustawy procedowane przez obecną większość parlamentarną, wskazując na zagrożenia związane z tzw. „nadregulacją”. Obecna sytuacja stawia przed inwestorami oraz firmami z branży krypto kluczowe pytanie: który model nadzoru ostatecznie wejdzie w życie i jak wpłynie to na bezpieczeństwo ich kapitału? Poniżej analizujemy różnice między propozycjami i sprawdzamy, co to oznacza w praktyce dla rynku.
Trzy filary prezydenckiego projektu
Podczas konferencji prasowej Zbigniew Bogucki podkreślił, że prezydencki projekt opiera się na trzech fundamentach. Pierwszym z nich jest realna ochrona konsumentów i inwestorów, którzy obecnie poruszają się w dużej mierze w nieuregulowanej przestrzeni. Drugim filarem jest zapewnienie skutecznego nadzoru państwa, który nie będzie jednak paraliżował innowacyjności. Trzeci, kluczowy dla przedsiębiorców, dotyczy zabezpieczenia konstytucyjnych praw podmiotów działających na rynku kryptoaktywów.
W przeciwieństwie do rządowych propozycji, projekt prezydencki jest oceniany przez ekspertów, w tym Krzysztofa Berendę z redakcji ekonomicznej RMF FM, jako znacznie łagodniejszy. Nie przewiduje on tak szerokich uprawnień do arbitralnego blokowania działalności podmiotów, co było główną osią sporu przy poprzednich wetach prezydenckich. Prezydent stawia na balans między bezpieczeństwem a swobodą gospodarczą.
Rządowy projekt z „ostrymi zębami”
Równolegle na stronie Rządowego Centrum Legislacji pojawił się projekt Ministerstwa Finansów, który wyznacza Komisję Nadzoru Finansowego (KNF) na główny organ kontrolny. Jeśli te przepisy weszłyby w życie, KNF zyskałaby szerokie uprawnienia, w tym możliwość:
- Wstrzymania oferty publicznej kryptoaktywów lub zakazania jej rozpoczęcia.
- Nakładania dotkliwych kar finansowych na emitentów i pośredników.
- Wydawania decyzji o zakazie dopuszczenia konkretnych aktywów do obrotu.
Co istotne, rządowa propozycja wprowadza również odpowiedzialność karną za przestępstwa związane z emisją tokenów czy świadczeniem usług w zakresie kryptoaktywów. Za naruszenia może grozić nie tylko grzywna, ale również kara ograniczenia lub pozbawienia wolności. To sygnał, że państwo chce drastycznie ograniczyć ryzyko nadużyć, jednak krytycy wskazują, że tak szerokie kompetencje KNF mogą prowadzić do paraliżu wielu legalnie działających startupów.
Co to oznacza dla inwestorów?
Dla osób inwestujących w kryptowaluty w Polsce, obecny pat legislacyjny oznacza przede wszystkim niepewność. Brak stabilnego prawa sprawia, że rynek pozostaje w „szarej strefie”, co utrudnia dochodzenie roszczeń w przypadku oszustw. Z drugiej strony, wejście w życie zbyt restrykcyjnych przepisów może spowodować odpływ kapitału do innych jurysdykcji, gdzie prawo jest bardziej przewidywalne.
Prezydent Nawrocki argumentuje, że jego projekt to próba „obudzenia rządu” i wymuszenia kompromisu, który nie będzie godził w wolności obywatelskie. Dla przedsiębiorców kluczowe jest, czy Sejm zdecyduje się na merytoryczną dyskusję nad prezydencką propozycją, czy też będziemy świadkami dalszej polaryzacji, która skutecznie zablokuje wprowadzenie jakichkolwiek standardów bezpieczeństwa na lata.
W najbliższych tygodniach należy spodziewać się intensywnej debaty parlamentarnej. Inwestorzy powinni uważnie śledzić losy obu projektów, gdyż ostateczny kształt ustawy bezpośrednio wpłynie na to, jak łatwo będzie można kupować, sprzedawać i przechowywać cyfrowe aktywa w Polsce w najbliższej przyszłości.

